NASZE HISTORIE

Klusia

 

                                                                                   TEN MOMENT….

Ten moment,ta chwila gdy nagle dowiadujesz sie, że masz hiv-brak ci tchu, czas się zatrzymał w miejscu. Koszmarny sen z którego nie możesz się obudzić „kuzwa mam hiv” życie traci sens, szok, kuzwa to niemozliwe, dlaczego ja!? Chwila przez która przechodził każdy plusiak, niemożliwe staje się faktem… A może tak skończyć ze sobą i tak umre po co czekać… Ooo nie, nie tak łatwo się mnie pozbędziecie z tego świata!!!! Nagle okazuje się, że wystarczy łykac tabletke. Jeju to takie proste, czyli, że co, na hiv się nie umiera??? Można życ normalnie, mieć dzieci, życ w szczęśliwym związku, ale jak to????? Przeciez, tyle słyszałam o hiv/aids to „śmiertelna choroba”. A JEDNAK !!! „OBUDZ SIĘ-OTWÓRZ OCZY”!!!” Czas, który zatrzymał sie na pare chwil ruszył dalej, a ja razem z nim, żeby żyć.

Ten moment w którym musiałam powiadomić męża. Miałam na to 3 dni. Długie koszmarne trzy dni……Musiałam się uporać ze sobą, a tu doszło jeszcze powiadomienie męża… Leżąc w szpitalu nie chciałam informować go przez telefon, ciągłe pytania „co ci jest” nie mogłam z nim rozmawiać… Jeju jak mu to powiedzieć-znienawidzi mnie, odejdzie co ja mam zrobić… Lekarka zaproponowała że może z nim porozmawiać. -Nie, lepiej ja to powiem musze wziąśc odpowiedzialnośc za swoją głupotę. Te myśli, są okropne na pewno go zakaziłam, na bank, no nie ma opcji, nie ma nadzieji… Co on sobie o mnie pomyśli? ,Jak zareaguje? Jakiś bigos w głowie się zrobił…..

…nadszedł dzień w którym przyjechał do mnie-wyglądałam okropnie zapadnięte policzki, blada bez sił i energii jak zombi jakieś… Wszedł strapiony na twarzy, a mi się chciało już ryczeć( nie mogę -w głowie sobie powtarzałam, nie mogę się rozpłakać ) i znów te pytanie ” co ci jest” ….Cisza…..pomyślałam ,że pozwole mu odejść dam mu wybór niech nie będzie zmuszony do bycia ze mną… Ma prawo być szczęśliwy… -Kochanie jeśli będziesz chciał mnie zostawić, nie będę miała żalu, wiem co mi jest-mam hiv”…..Zapadła cisza ( a mi znowu płakać się zachciało -tylko nie becz nie wolno ci) podszedł do mnie mocno przytulił i powiedział do ucha” wolałbym ,żebym to ja miał hiv ,a nie ty”

….zapamiętałam te słowa bo chyba lepszego wyznania miłosnego nigdy nie słyszałam. Chociaz nie wiedziałam wtedy czy jest zakażony czy nie. Wtedy popłyneły łzy, łzy radości, ulgi, nadzieji….przed nami jeszcze wiele trudnych chwil, ale we dwoje damy rade……Mąż zrobił testy, były ujemne ……………….Dalej żyjemy razem, nie raz mnie opierdzielał jak marudziłam, że nie dam rady. Sam tez to musiał przetrawić po swojemu. Życie z minusem-jest zupełnie normalne, no trzeba było tylko wybrać dobra prezerwatywę hehe. Takie testowanie-to tylko przyjemność hihi

Kiedy już otrzymałam wiadomość, że mam hiv, gdy czarne chmury przysłoniły mi umysł, myśli krążyły o samobójstwie, gdzieś w oddali usłyszałam krzyk rozsądku -masz dziecko!!!! -powoli zaczęłam wracać do swiata realnego -jakby z głębokiej ciemnej studni ktoś mnie wyciągał, ten ktoś to mała istota, której kiedyś dałam życie. Rozpacz, ogromna i niewyobrażalna, moje dziecko, dałam mu życie i je teraz zabiorę-jak mogłam do tego dopuścić …….jeden z 3 sposobów zakażenia-z matki na dziecko, w łonie mamy, przy porodzie(siłami natury) i karmieniu piersią …….strach …….znienawidziłam siebie, poczułam obrzydzenie …wyrodna matka…….ale musze żyć, musze walczyc o swoje życie dla tej małej istotki.

Błagałam Boga o cud, prosiłam Go, modliłam się jak nigdy przedtem…….tydzień czekania na test miedzy czasie jak pisałam wyżej powiedziałam mężowi-dodał mi wtedy dużo siły-wiary że będzie dobrze……ale czy na pewno?……..moment zrobienia testu dziecku, nie było łatwo, mały strasznie protestował, naszczescie pojawił się dobry lekarz ( mój przyszły zakaznik hehe) długo z maluszkiem rozmawiał po godzinie udało nam się go namówić na pobranie krwi-w trakcie żeśmy śpiewali piosenke „ogórek,ogórek zielony ma garniturek…” udało się, pobrali krew-lekarz cos powiedział do pielęgniarki-nie dosłyszałam o co chodziło…..wizyta rodzinki trwała około 2 godzin odjechali, a ja znowu zostałam sama z wyrzutami sumienia i z czarnymi myślami……położyłam się do łożka patrzyłam w sufit ( moje jedyne zajęcie w szpitalu)

-kolejny tydzień na czekanie wyniku…..koszmar co było gorsze, to że ja mam hiv czy to że naraziłam na niego swoja rodzine? jasne, że to drugie. Chciałam żyć, ale nie miałam na to siły……nagle ktoś zapukał do mojego pokoju. Wszedł lekarz z dołu, który był przy pobieraniu krwi (nie musiał tego robic, kończył prace o 18, mógł spokojnie pojechać do domu) -podszedł i powiedział -zrobiliśmy szybki test rapid, mały jest zdowy.

Wynik wyszedł negatywny-ja nie wiem czy dobrze się zachowałam czy mogłam to zrobić, ale rzuciłam mu się na szyje i dziękowałam cała zapłakana z największej radości jaką Bóg mi dał w życiu-szanse, drugą szanse na normalne życie.czy cuda się zdarzają? Ja głęboko wierze, że tak. Maluszek minusowy, mąż minusowy-a ja dam rade, teraz musze tylko dojść do zdrowia i będę żyć, zaczne cieszyć się z każdego dnia, będę cenic życie i nie pozwole żeby hiv je zniszczył. Warto zrobić test przed ciąża, albo w trakcie już-nie narażajcie się na takie przeżycia jakie miałam………CDN.

 

 


derha

2007-02-20 18:03:17

do hivofobikow

hej, pisze to do wszystkich ludzi ktorzy obawiaja sie ze mogli zostac zarazeni i szuakaja u siebie objawow. Naprawde nie warto. Z drugiej strony wiem jednak ze i tak nikogo nie uspokoje. Opowiem wiec swoj przypadek. Mialem kontakt homoseksualny z mezczyzna ktory zadawal sie z obcokrajowcami i sam przez kilka lat mieszkal w Londynie. Ale o tym dowiedzialem sie po seksie.

Ryzyko zakazenia bylo u mnie znikome bo nie mialem kontaktu z jego sperma, on z moja owszem ale byl to ‚tylko’ seks oralny. Po okolo 3 dniach zaczalem sie troche denerwowac, po 6 mialem biegunke okolo 4 dniowa oczywiscie z bolami glowy i goraczka, pozniej pojawila sie wysypka ktora jeszcze nie znknela do konca nawet teraz. Pozniej mialem rozne bole, zwlaszcza przerazaly mnie te w pachwinach i pod pachami. Czesto tez mialem goraczke w nastepnych dnaich, po 3 tygodniach trwajace tydzien naprawde ostre bole calego ciala zwlaszcza plecow i stawow. Bylem przerazony.

Zrobilem sobie test po 5 tygodniach i wyszedl minus, niedawno powtorzylem go po 2 miesiacach i 3tygodniach i znowu minus. To co chcialem tu napisac to to ze stres moze wywolac naprawde wszystkie objawy zakazenia ale zostawi tez pozniej niekorzystne zmiany w waszym organizmie. Ja np. miewam bezsenne noce, ale u kazdego moze wystapic cos zupelnie innego. pozdrawiam

 


pelna-podziwu

Zycie sie zmienia

Jakis czas temu postanowilam zbadac sie na obecnosc wirusa HIV…stwierdzilam ze jestem w grupie ryzyka…mialam pare przygód. Tydzien temu zrobilam test, dzis odebralam wynik – negatywny…to bylo naprawde niesamowite uczucie, czuje sie jakbym dostala druga szanse…od losu…od Boga. Ale nie chce tu pisac o sobie.

Przez ten tydzien kiedy oczekiwalam na wynik przeczytalam cale Wasze forum i to co czulam…tego sie nie da opisac. Jeszcze nigdy nie spotkalam sie z takim optymizmem, z taka wiara w zycie, z tymi wszystkimi wspanialymi postawami które reprezentujecie. Latwo mi teraz mówic, jestem szczesliwa bo nie mam Hiv, ale naprawde calym sercem jestem z Wami.

To co robicie jest naprawde WIELKIE. Nie macie pojecia jak potraficie podniesc czlowieka na duchu a przeciez zmagacie sie z ciezkim wirusem. Nie wiem skad macie tyle sily, tyle pozytywnych mysli ale dziekuje Wam , bo to dzieki Wam moje zycie odmienilo sie na lepsze. Juz nie chce narzekac ze jest mi zle, ze zawsze jest za malo pieniedzy a praca jest za ciezka, chce sie cieszyc kazda chwila dokladnie tak jak Wy, bo przeciez co nam innego zostalo jak nie zycie…to jedyne co mamy.
Jestescie najlepsi, dziekuje.

 


weryfikowani

depresyjnie i zle

Nie mam gdzie tego napisac, nie mam gdzie tego wykrzyczec, nie potrafie wyplakac. Brak mi slow, lez… dzisiaj brakuje tez sil na zycie. Nie ma takich slow ktore opisaly by to co czuje. Siedzi we mnie to uczucie. Nieograniczony zal, do tej osoby. Zarazila mnie, chociaz przypuszcala. Czy zycie mogloby mnie keidys milo zaskoczyc? Caly czas tylko wiatr w oczy. Tak bardzo brak slow, zeby opisac to wszystcko co sie we mnie klebi. Zal. Kurwa! Mialem wsyztsko – studia, szczescie, urode. A teraz … na chuj mam zyc, skoro za 5 lat bede mial albo aids albo osteoporoze, miazdzyce, cukrzyce, lipodystrofie i zolte oczy od lekow.

Jaki jest sens w tym wsyztskim! Kurwa mac. Nigdy nikogo nei skrzywdzilem, poswiecalem sie przyjazni, slabszym. A teraz – skonczylem jako zarazony hiv. Ludzie ktorzy mnie otaczali do tej pory – „przyjaciele” juz mnie nie otaczaja, bo wszytsko bylo wspaniale jak chodzilo sie na wspolne imprezy i wyglupialo. Teraz chcialbym pogadac na powaznie i sie nie da. Jestem sam, mam hiv, zaczne brac leki i bede je bral do konca zycia. W takich chwilach przeklinam anwet wiare. Nawet powiesic sie nie mozna, bo co jesli po drugiej stronie cos jest? Cala wiecznosc wygladalaby jak moje zycie.
Cholera, myslalem ze sie godze z tym, a jak nagle wrocilo jak bumerang to mnie z nog scielo. Moze kiedys w takich chwilach nie wytrzymam i zawisne po prostu.
Przepraszam Was za przeklenstwa, brak logiki w tym co pisze i za to ze to czytacie.
Jak ja mam z tym zyc!?

Napiszecie mi ze sie da… spoko da sie. Co meisiac w poradni, strach przy kazdym kichnieciu, z roku na rok gorsze zdrowie… gorszy wyglad. Ja pierdole, czemu ktos zadecydowal o moim zyciu, dlaczego Bog, jesli istneije pozwolil mnie zarazic. KURWA! JA PIERDOLE…

PRZEPRASZAM ALE NIE MAM GDZIE TEGO WYRZUCIC Z SIEBIE

 


jupik89

Nastal czas na dolek
Witam.
Niestety stalo sie to, czego najbardziej sie obawialem, a zarazem prawie nie bralem pod uwage.. Jak juz kiedys napisalem jestem pozytywny od tego roku, „kumpla” dostalem od mojego partnera. Wiedzialem, ze jest na +, no ale milosc jest silniejsza, podjalem ryzyko, stalo sie i koniec, nie zmienie tego, chocbym nawet bardzo chcial.. Od czasu kiedy powiedzialem partnerowi o tym, ze jestem na plus, nasz zwiazek zaczal sie psuc. Udawanie, ze wszystko jest ok nie jest w moim stylu, wiec zaczalem pytac co jest nie tak, w czym problem, mówilem, ze lepiej klopot rozwiazac w zarodku niz pózniej sie z nim borykac.

Zawsze slyszalem to samo: przemeczenie, leki, stres, zly dzien..
Wiedzialem, ze strasznie sie gryzie z faktem, ze mnie zarazil, ze „zmarnowal mi zycie”, jak to uwazal.. Ale sadzilem, ze z czasem oswoi sie z takim stanem rzeczy.. A tu ba!! Zaczal przesiadywac godzinami na fellow.pl po pracy, w czasie kiedy ja jeszcze pracowalem lub nie bylo mnie w domu. Natomiast kiedy bylem w domu nawet nie otwieral tej cholernej strony.. Zaczalem miec dziwne mysli.. I nie mylilem sie, poznal pewnego gostka (-).. Raz zlamalem swoja podstawowa zasade, zajrzalem w jego tel.. I do tej pory zaluje, ze to zrobilem, bo taki ból pozostaje na dlugo.. Spotkal sie z nim, nie tylko porozmawiac czy napic sie kawy tudziez piwa.. Zdrada.. Boli, ale da sie ja wybaczyc, blad, wyglup, zalowal, wiec postanowilem spróbowac jeszcze raz..

Teraz wiem, ze nadaremnie sie staralem.. ;( Zmusilem go do powaznej rozmowy, pierw dajac mu wypic piwo, dzieki czemu mialem pewnosc, ze przynajmniej powie wszystko, co mu na watrobie zalegalo.. No i sie dowiedzialem, ze glównym i wiodacym problemem jest fakt iz mam + od niego.. Nie umie sobie z tym poradzic.. A przeciez dla mnie to nie stanowi problemu, z pelna swiadomoscia wkroczylem w ten zwiazek, nie balem sie tego, wiedzialem, ze jesli sie nie upilnujemy to bede zmuszony troche skorygowac swoje zycie, ale nic… Powiedzial mi, ze zasluguje na kogos lepszego, kto zamiast narazac na krzywde bedzie mnie przed nia bronil, bo on mimo iz obiecywal mnie bronic przed krzywda – sam mi najwieksza wyrzadzil.. Brednie.. Ale nie moge go zatrzymac przy sobie na sile..

Wrócilem do rodziców.. Po nowym roku wynajme pewnie jakies mieszkanie, teraz nie chce mi sie nawet na ten temat myslec.. Zdrada, rozstanie, samotnosc, za duzo tego.. I jeszcze grypa do tego mnie rozklada, a moze to spowodowane stresem, nie wiem, juz nic nie wiem, mam ochote zapasc sie pod ziemie, zniknac, rozplynac sie..
Piekne mnie czekaja swieta.. Jutro wigilia, mielismy byc na niej razem, teraz nie mam ochoty na nic.. WIec chyba kiedy nadejdzie godzina 16 ubiore sie i wyjde z domu, spakuje laptop w plecak, siade na lawce na dworcu i zaczne przelewac swój zal na slowa…

 


minimalamini

Ku pokrzepieniu serc 🙂
…od pewnego czasu zagladam tu i czytuje rózniste róznosci. Nie zyje w ciaglym leku, nie jestem fobikiem, ale mimo to dziekuje za otuche, jaka czasem sie przydaje, kiedy najda mnie niekoniecznie dobre mysli. Mam w sobie niezbadane i wciaz zaskakujace mnie zloza sily, choc zdarza sie, ze codziennosc powoduje frustracje, a co za tym idzie – wiecej tych mysli niekoniecznie dobrych… Ale…

…Pana A. poznalam prawie rok temu. Pierwsze przypadkowe spotkanie zostalo mi w pamieci i jak szybko to bylo mozliwe – nawiazalam z Panem A. kontakt. Blogoslawienstwem dla naszej znajomosci bylo to, ze ani jedno ani drugie nie odwazylo sie zaproponowac spotkania tak od razu, zatem utrzymywalismy kontakt przez internet. Dzieki temu mielismy szanse naprawde dobrze sie poznac – przy oczywistosci, jaka byla szczerosc. Opowiadal mi o swojej bujnej, acz niechlubnej przeszlosci, ja jemu o swojej, nieco ubozszej jednak. Opowiadal o tym, jak kazdego dnia naprawia bledy przeszlosci, naprawia cale swoje zycie. Otwieralismy sie przed soba coraz bardziej.

Nie moglam oderwac sie od komutera Nie trwalo to jednak dlugo, kilka tygodni zaledwie – do momentu, az nie zaniepokoil mnie fakt, ze tak fantastyczna wiez narodzila sie miedzy nami, a on na tym poprzestaje, nie wykazuje inicjatywy spotkania, poglebienia znajomosci twarza w twarz (toc ja jestem kobieta i „mnie nie wypada” proponowac W koncu jednak nie wytrzymalam i zaczelam naciskac Wtedy powiedzial mi, ze jest nosicielem wirusa hiv i bardzo sie boi odrzucenia. Od nastepnego dnia do dzis jestesmy nierozlaczni. Po róznych burzach w moim zyciu, chorych zwiazkach z rzekomo zdrowymi psycho-fizycznie ludzmi, którzy okazywali sie potworami – jestem u boku kogos, kto jest najlepszym czlowiekiem na Ziemi, kto jest jakby… ulepiony dla mnie, a ja dla niego. Kogos, na kim moge polegac, kogos, kto jest wobec mnie szczery, kto kocha bezgranicznie. I wszystko to z wzajemnoscia.

Mój Pan A. jest po leczeniu – narkotyki, alkohol. Od kilku lat jest jednak czysty. I musze dodac, ze paradoksalnie zycie uratowal mu wlasnie plus… Kiedy sie dowiedzial, ze jest nosicielem – postanowil zyc. Mijaja lata, a on nadal trwa, bez zajaknienia. Ciezko mu z wirkiem we krwi, ale jestem od tego, by mu bylo lzej… zawsze lzej. Kocham go tak mocno, ze nie wiedzialam, iz tak mozna kochac… To nie do opisania. Poczatkowo mial watpliwosci, czy aby nie jestem „misjonariuszka” i nie lituje sie nad nim zwyczajnie. I powiem szczerze, ze ja tez na poczatku sie zastanawialam, czy to aby nie litosc wlasnie, czy mam w sobie sile by trwac i czy zalezy mi na nim jak na czlowieku a nie.. hm… pacjencie?

Kazdy dzien pokazuje, jak niepotrzebne byly te watpliwosci. I ta sila, która pojawila sie juz przy pierwszym krótkim spotkaniu, która wtedy kazala mi go odnalezc chocby przez internet, i która trwa do dzis… Ona nas napedza, zarówno mnie jak i jego. Jest ogromna i niesmialo stwierdzam, ze to jednak… Milosc, nic innego
Reasumujac: dla wszystkich niedowiarków mam wiadomosc, ze dla milosci naprawde nie ma przeszkód, a juz na pewno nie jest nim wirek. Kochamy ludzi takich, jakimi sa, cenimy ich mimo wad, które kazdy z nas ma. Mnie trafilo sie to niewiarygodne szczescie, ze mój mezczyzna ma zaledwie jedna jedyna wade: hiv. Oprócz tego jest cudownym, dobrym czlowiekiem, najlepszym jakiego znam.

Wszystkim zycze i wiary we wlasne sily, w Milosc i Dobro, a takze cierpliwosci baaardzo duzo

 


xmaestro82

Ja juz sie poddalem!
Jestem nosicielem juz od 2004roku.Mam 27lat.Od 17 roku zycia bylem na dworcu we Wroclawiu i grzalem.Oczywiscie jak kazdy narkoman zeby zdobyc na upragniona dzialke kradlem.W koncu mnie zlapano i umieszczono w zakladzie karnym. Tam ze wzgledu ze jestem narkomanem zrobiono mi badania na HIV.Po jakims czasie przyszly wyniki,to byl dla mnie szok… Okazalo sie najgorsze,ze jestem chory 🙁 Co gorsze nie tylko na HIV,ale tez na HCV!
Po opuszczeniu zakladu karnego dlugo sie nie utrzymalem.Szybko wrócilem do starych nawyków.

Oczywiscie jezdzilem po lekarstwa,ale co z tego jak bralem.W koncu postanowilem pójsc na metadon.Oczywiscie tam tez dlugo sie nie utrzymalem.Kilka razy dobralem,i zrezygnowalem z metadonu.
Jak juz znowu wszystko zaczynalo sie sypac.Postanowilem kolejny raz pojechac do osrodka(oczywiscie moje próby leczenia konczyly sie szybkimi wyjazdami)Tym raz bylo tak samo,ale bylem juz troche dluzej.
Niestety i tym razem nie utrzymalem sie dlugo i znowu branie!

Nie wiem ile jeszcze pozyje?Mam tylko nadzieje,ze dlugo sie nie bede meczyl zanim umre.
Mam nadzieje ze jak ktos to przeczyta.To nie popelni takich bledów jak ja.
P.S.
Zyj!-powiedziala nadzieja…-Bez Ciebie nie moge-odparlo cicho zycie…
Pozdrawiam

 


minuska

Do Forumowiczów

Drodzy Forumowicze !
Od jakiegos czasu bylam przyczajonym gosciem na Waszym Forum.
Gdybym pisala o tym, co czulam oraz o swoich obawach uznalibyscie mnie byc moze za hivofobika.
Mialam przed 3 laty pewna sytuacje, w wyniku której moglam zakazic sie wirusem HIV.
Mój pierwszy chlopak i zarazem partner seksualny oszukal mnie mówiac , ze jestem jego pierwsza partnerka seksualna i udalo mu sie namówic mnie ( wówczas 17latke ) do seksu bez zabezpieczenia.

Mloda, glupia i zauroczona zgodzilam sie na cos, co moglo przeciez pozostawic slad nie tylko na psychice, ale i ‘we krwi’ w postaci wirusa. Dopiero gdy nasz 1,5 roczny zwiazek sie rozpadl dowiedzialam sie od jego bylych dziewczyn, ze i one zostaly tak oszukane oraz o narkotykowej przeszlosci mojego ex…
W ciagu 3 lat nie robilam testu na obecnosc wirusa ( mieszkalam w malym miescie, poza tym zylam tylko matura/praca/poczatkiem studiów.) , moja czujnosc pozostawala w stanie uspienia.

Dopiero gdy zaczelam studia w wiekszym miescie ze wzgledu na dostep do bezplatnego i anonimowego badania oraz na fakt, ze poznalam Mojego Cudownego Chlopaka powrócila mysl o incydencie z przeszlosci i koniecznosci rozwiania watpliwosci. Dla mojego Obecnego Partnera ja jestem ta pierwsza, tu nie mam watpliwosci. Kocham Go najmocniej na swiecie i zanim rozpoczelibysmy wspólzycie chcialam sprawdzic czy jestem zdrowa. Nie darowalabym sobie, gdybym narazila Mojego Ukochanego na kontakt z wirusem. Od 3 miesiecy zbieralam sie na test, wykrecajac sie w tym czasie od sytuacji intymnych… nie chcialam Mu mówic o swoim zamiarze, balam sie jak zareaguje mimo, ze wiedzial o mojej przeszlosci.

Zrobilam test 2 dni temu. Zanim pojechalam do najblizszego PKD szukalam informacji na temat samego wirusa , nt testów oraz zycia ‘z plusem’. Tak trafilam na Wasze Forum. 2 dni, które dzielily mnie do poznania wyniku testu spedzilam czytajac Wasze posty i zapoznajac sie z Waszymi historiami.
Z jednej strony bylam przerazona czytajac zapis Waszego zmagania sie z choroba oraz tym , ze moglabym zasilic plusowe grono, a z drugiej…podziwiam Was. Podziwiam Wasz zapal do zycia, niesamowita sile . Podziwiam to, ze mimo swiadomosci ‘wyroku’, oddalacie swoim postepowaniem moment ‘egzekucji’.

Wasze Forum uswiadomilo mi, ze HIV to cos powszechnego, cos co moze dotyczyc kazdego/kazdej z nas. Zakazic mozna sie przeciez nie tylko ‘z glupoty’, ale i nieswiadomie bedac niepoinformowanym o przeszlosci seksualnej naszych partnerów, w pracy podczas kontaktów z krwia i w wielu innych sytuacjach na pozór nieniosacych zagrozenia. Niekoniecznie trzeba dawac sobie w zyle na Woodstock’u czy zaliczyc prostytutke, by stac sie seropozytywnym. Czasem wystarczy byc naiwnym, nieostroznym lub wykonujac swoja prace.

Czekanie na wynik bylo wycieciem z zyciorysu dwóch dni oczekiwania. Nie wiedzialam co ze soba zrobic,bylam apatyczna, mysli oscylowaly tylko wokól skrajnosci +/-. Czytalam Wasze Forum i na przemian hsterycznie placzac i uspokajajac sie od srodka mówiac sobie ‘bedzie dobrze’.
Czekajac juz w kolejce PKD wyostrzonym przez stres uchem uslyszalam, ze osoba która weszla odebrac swój wynik przede mna okazala sie byc seropozytywna..

Na szczescie odebralam wynik UJEMNY, a wraz z nim naucze do konca zycia.
Zanim pojechalam po wynik obiecalam sobie, ze gdy okaze sie, ze bede zdrowa zaczne zyc inaczej. Uporam sie z innymi zdrowotnym problemami ( zaburzenia odzywiania ) , zmienie podejscie do zycia i ludzi, bede bardziej ostrozna. Kreowalam tez scenariusze na wypadek plusa, ale o nich nie ma sensu juz mówic, skoro jestem zdrowa.

Rozmawialam juz z moim Ukochanym, na szczescie zrozumial moje obawy i fakt, ze ukrylam przed Nim zamiar zrobienia testu ( dowiedzial sie po fakcie ).
Nigdy nie przezylam czegos bardziej stresujacego, egzaminy w sesji to NIC w porównaniu z oczekiwaniem na wynik badania.
Na szczescie jest juz dobrze, moge powoli oswajac sie z mysla o spokojnych dniach i o zyciu przede mna.

Apeluje do wszystkich, którzy nie sa pewni czy maja wirusa czy nie..ZRÓBCIE TEST, spekulacja na podstawie samych objawów nie ma sensu ( sama wmawialam sobie, ze nalot na jezyku czy dretwienie nóg to na pewno HIV ). Denerwujecie tylko samych siebie oraz Uzytkowników Forum, którzy niestety w duzej mierze sa ‘plusami’…
Jezeli po wykonaniu testu okaze sie, ze jestescie zdrowi, SZANUJCIE SWOJE ‘MINUSY’ !
Nic nie wynagrodzi straconego zdrowia i zycia, które nieraz mozna stracic w ulamku sekundy.
A jezeli mimo ryzykownych sytuacji w swoim zyciu nadal sobie powtarzasz ‘ to mnie nie dotyczy’, pozbadz sie zludzen. HIV moze miec kazdy. A odpowiednio leczony moze pozostac w ryzach, o czym swiadcza historie Zakazonych Forumowiczów.

Drodzy ‘Pozytywni’ !

Chcialam Wam podziekowac za mozliwosc wejscia na Wasze Forum ( o którym sadzilam, ze ze wzgledu na swoja specyfike powinno byc zamknietym.). Nie bójcie sie jednoczyc i mówic o swoim problemie. Nie zamykajcie sie sam na sam z wirusem, bo tylko jego towarzystwo moze byc zródlem frustracji.
Znajdujcie zapomnienie w codziennych chwilach i cieszcie sie zyciem !
Zycze Wam jak najdluzszego zycia w zdrowiu fizycznym oraz psychicznym , wsparcia najblizszych oraz sily, która przeniesiecie przyslowiowa ‘góre’ ciezaru, jaki Was spotkal.

Jestem z Wami nie diagnoza, lecz Duchem.
Badzcie dzielni ! Zycie jest przeciez tak piekne ! A bledy rzucaja nowe swiatlo na rzeczywistosc i niejednokrotnie postrzegamy ja w innych barwach… oby tych najjasniejszych !

Pozdrawiam serdecznie !

 


myszka1984 i cichy1988

myszka1984:
Mój start

Hej wszystkim!!
Wlasciwie wszedlem tutaj zeby pogadac o moim problemi z ludzmi. Chcialbym sie dowiedziec jak zyc z tym, jak sie nie dolowac myslac o Hivie.

Pokochalem pewna osobe dokladniej chlopaka. Po miesiacu zwiazku poszlismy na badania. u mnie okazaly sie pozytywne a u niego negatywne (chociaz ztego sie ciesze). na poczatku byla straszna zalamka, schudlem z nerwow troche. probowalem swoj image zmienic. pomoglo troche. zycie sie jakos toczy, jest dobrze jak nie mysle o tym, jak nie rozmawiam o tym. ale z chwila jak to przychodzi mi do glowy to sie kotluje mase mysli. co bedzie jak mimo dolozonych wszelkich staran w zabezpieczeniu sie w sexie moj kochany kotecek sie zarazi. co wtedy.

dalem mu wolna reke po odebraniu wynikow. mogl zdecydowac czy chce byc ze mna dalej.
zdecydowal
chce byc dalej i od tamtego momentu wiezy i uczucia sie bardzie zaciskaja, jestesmy blizej siebie, bardzo duzo czasu spedzamy razem,
no ale ja caly czas mysle o tym ze jak go zaraze to co bedzie. poprostu spie[prze mu zycie, bedzie przeze mnie cierpial.
na dodatek tego wszystkiego wiem ze juz jedna osobe skrzywdzilem, poprzedniego chlopaka. ale wtedy o tym ze jestem chory nie wiedzialem.
mam nadzieje ze jakos to bedzie.

 

 

 

cichy1988:
Twój start ale nie koniec
Witam!

Osoba która go nie zostawila jestem ja. Nie pisze tego zeby ktos mnie wychwalal czy pochwalal bo to nie o to tu chodzi.
Nie wiem jak mam go zapewniac ze go nie zostawie bez wzglendu na wszystko. Wiem ze bardzo to przezywa i ze nie chce mnie skrzywdzic. Poprostu czuje do niego cos wyjatkowego czego nie czulem do nikogo innego nigdy w zyciu.

Prosze tylko o to zebyscie napisali mu cos zeby wiedzial ze nie jest moja udernka i ze nie jestem z nim z litosci tylko z prawdziwego uczucia które urodzilo sie wczesiej niz odebral wyniki.
On dobrze o tym wie ale mysle ze powinien dostac takiego pozytywnego kopniak w tylek jak jak dzisiaj na tym forum. Ja wczoraj tu szedlem poraz pierwszy i napisalo domnie kilka osub które daly mi wiel do myslenia poplakalem sie i stwierdzilam ze maja racje.

Nie robie laski komus ze go kocham!!!
te slowa zapamietam na zawsze i bede to pamietac do konca zycia.

Mam nadzieje ze nie weszedles tu tylko dal mnie ale przede wszystkim dla siebie misku.

PAMIETAJ ZE JESTEM Z TOBA I BEDE NA DOBRE I ZALE!!!
A PO ZA TYM PAMIETAJ TEZ ZE CIE KOCHAM

 


solete

Nie taki diabel straszny, jak go maluja!

Witam!

Zawedrowalam tutaj przypadkowo jakis tydzien temu.I tak sobie podczytuje. Do tej pory bylam bardzo slabo zorientowana jak maja sie te sprawy w Polsce. Nie mialam pojecia, ze jest az tyle hivofobikow! Moze to i dobry znak, bo w koncu do tzw. „przecietnego czlowieka” dotarlo, ze i on moze sie wirusikiem zarazic, ze to nie tylko jest problem, tak fatalnie wyodrebnionych na poczatku tej calej historii, pewnych „grup ryzyka”.Tu, niestety moze znalezc sie prawie KAZDY.

Skad tytul tego watku? No wiec stad, ze kiedy sie dowiedzialam o moim HIV (a bylo to prawie 18 lat temu… przy okazji, dla ewentualnych ciekawskich podaje: zarazilam sie od meza), wierzylam, ze ten „diabel” jest taki straszny jak go maluja, ze wkrotce umre. A tu zyje(i calkiem dobrze), zadna choroba oportunistyczna jeszcze mnie nie dopadla, system odpornosciowy mam wciaz silny itd. itd… Naprawde, z Hiv-em mozna zyc calkiem normalnie, przynajmniej do samej smierci 🙂


Shaelynn

2006-07-13 03:46:24

Malzenstwo z mezczyzna na plusie od 16 lat.

Witam wszystkich!
Obserwuje Wasze forum juz od pewnego czasu, a wlasciwie od miesiaca kiedy to temat HIV zaczal dotyczyc mnie osobiscie. Dzisiaj postanowilam napisac. Zwlekalam z tym dlugo, bo nie wiem jak ludzie na forum zareaguja,czy mnie skrytykuja czy nie no ale aryzykuje… kogos zapytac musze o to co chce wiedziec, a nie bardzo mam kogo no i jak na razie sama nie jestem jeszcze obyta w tym temacie. Hmmo od czego zaczac… bo chce w miare kroto, zwiezle i na temat.

Moze wiec tak, w lutym tego roku poznalam wspanialego faceta, poczatkowo odtracalam ten zwiazek poniewaz moj chlopak jest z Afryki,a do tego wdowiec z dzieckiem. Balam sie roznic kulturowych,gadania ludz i wogole wszystkiego ale wtedy nawet przez moment nie myslalam o HIV. Powoli pogodzilam sie z sytuacja, jego milosc i wsparcie mamy sprawily ze pogodzilam sie ze wszystkim i cieszylam sie pelnia szczescia. Wtedy nie zdawalam sobie sprawy ze najgorsza wiadomosc przede mna. I tak oto minelo troche czasu, zaczely sie rozmowy o zamieszkaniu razem i zwiazek zaczal przybierac bardziej formalna forme wsrod znajomych i rodziny. Zapoznalam go z moja mama, ktorej moj wybranek zjednal sobie serce juz chyba na wieki .

Wszystko szlo pieknie i gladko, jak w bajce ze az zaczelam sie zastanawiac ze to zbyt piekne zeby bylo prawdziwe (takie doswiadczenie z poprzednich zwiazkow) no i nadszedl TEN dzien…
Kiedy podjelam decyzje ze sie wprowadze do niego i go o tym poinformowalam moj wybranek powiedzial mi ze jest jeszcze jedna rzecz o ktorej musze wiedziec ale nie potrafil mi powiedziec wczesniej bo bal sie mnie stracic, jego najgorsza tajemnica…

To byl dlugi dzien, oboje pracowalismy do pozna, a moj chlopak caly dzien pytal mnie czy jestem pewna mojej milosci do niego i czy bede go kochac nawet bez nogi bez reki w zdrowiu w chorobie…oczywiscie bez wahania odpowiedzialam ze tak, no i nadeszla noc…
Nie zpomne jej do konca zycia, jego slowa „HIV positive” dzwieczalymi w glowie jak stado syren policyjnych,w pierwszej chwili zaczelam sie trzasc jak opetana,nie moglam wykrztusic slowa,pierwsza mysl, no tak, kochalismy sie dwa razy bez zabezpieczenia, nie do konca no ale zawsze,pewnie mnie zarazil, druga, jak mozna cale zycie byc w strachu czy sie zaraze czy nie…

On to bardzo przezywal,nie byl pewien mojej reakcji,ja sama do dzisiaj ciesze sie z tego jak zareagowalam, zaczelam go tulic, calowac i mowic ze wszystko bedzie dobrze choc sama nie bylam tego pewna…
Tamtej nocy nie spalam, rozwazalam wszystkie mozliwosci w glowie, zostawic go, wrocic do kraju i sprobowac zapomniec, czy zdecydowac sie na zwiazek +/-.
Wybralam to drugie.

Nie wiem jak mnie ocenicie, ale dla mnie zycie bez milosci nie ma sensu, nigdy nie wiadomo co kogo czeka w przyszlosci i ile lat zycia jest mu pisane. To byla trudna decyzja, ale nie potrafilabym zrobic inaczej,powiedzialam o tym mamie i ona poparla mnie, wiem ze jest jej ciezko, jestem jedynaczka ale ona rozumie i wspiera nas ze wszystkich sil.

Jedyne co musze teraz zrobic to testy, ale nie spieszy mi sie do nich,wynik nic nie zmieni,i tak go bede kochac i z nim byc i tak, jedynie swiadomosc. Pojde jak bede miala czas albo jak zdecydujemy sie postarac o diecko.Nie zadreczam sie pytaniami, czy jest na plusie tez czy nie,choc wiem ze istnieje taka mozliwosc. Na dzien dzisiejszy, bedac w takim zwiaku ryzykuje kazdego dnia, a nie mozna sie dac zwariowac. Trzeba bardziej uwazac i zyc normalnie… no i zyjemy normmalnie ale… ostatnio moj wybranek jest strasznie slaby, zle sie czuje, marnieje w oczach, tlumacze to przemeczeniem, dwie prace, wlasny biznes, problemy, wstawanie o 6 rano a zasypianie o 2 lub 3. Tyle ze do zakazenie doszlo 16 lat temu.

Mial on w mlodosci ciezki wypadek samochodowy, ledwo przezyl, przetoczyli mu duzo krwi… no i stalo sie, wiadomo Afrykanskie szpitale 16 lat temu – wielu osoba zaszczepiono dodatkowego pasazera. Teraz jest on pod opieka najlepszego specjalisty, nigdy nie bral zadnych lekow, bo wedlug jego lekarza nie ma takiej potrzeby, a przez te wszystkie lata odpornosc utrzymuje mu sie na tym samym poziomie.
Moje pytanie brzmi, czy mozliwe jest aby on nigdy nie zachrowal bez przyjmowania lekow, no i z przyjmowaniem??? Jakie teraz sa najnowsze leki i jaka daja gwarancje na pozostanie cale zycie nosicielem, bez AIDS, dodam ze cena terapii czy lekow nie gra roli.

I kolejna rzecz, na przyszly rok planujemy slub i myslimy nad dzieckiem. Ja bardzo chce,ale boje sie o jego przyszlosc zeby mialo pelna rodzine. W glowie dudni mi fakt ze to jest 16 lat od…
Co Wy o tym myslice, jakie sa szanse wedlug Was zebysmy zostali szczesliwa rodzina i zyli dlugo i szczesliwie??? (heh brzmi jak zakonczenie „Krolewny sniezki”) i jak ewentualnie starac sie o dziecko…
Dziekuje wszystkim a przeczytanie, troche sie rozpisalam ehhhh.


Cubujuqui1975

Chce Wam cos napisac

Trafilem na Wasze forum zupelnie przypadkiem. Ale od razu sie zatrzymalem, bo wrecz pochlonelo mnie jego czytanie.

Jest to najpiekniejsze forum jakie czytalem kiedykolwiek, a piekne dlatego, ze panuje tu pelna kultura, ludzie potrafia ze soba dyskutowac i co najwazniejsze czuje sie, ze chca sobie pomagac i pocieszac.

Piekne tez w sensie ze tak wiele w ciagu kilku godzin moglem sie o poruszanych tu tematach dowiedziec.

I jestem szczesliwy, ze przez przypadek tu trafilem, bo akurat od niedawna znalazlem sie w nowej dla mnie sytuacji. 5 lat temu poznalem korespondencyjnie chlopaka z Panamy. Od poczatku wiedzialem, ze jest gejem i nie mielismy przed soba tajemnic. Poznalem go na forum o samolotach, bo on jest stewardem, a ja bardzo sie interesuje lotnictwem. I tak z biegiem miesiecy zaprzyjaznilismy sie na tyle, ze co roku sie odwiedzamy. Nigdy nie byl moim partnerem seksualnym, i laczy nasz czysta przyjazn.

Bardzo go lubie jako czlowieka, i traktuje jako bardzo bliska osobe. Nie za bardzo lubilem w nim jedynie tego, ze zawsze mówi o sobie ze jest uzalezniony od seksu i ze ma wielu partnerów na miesiac… Przestrzegalem go zawsze, zeby sie zabezpieczal i w ogóle stawial na wiernosc i trwaly zwiazek niz skakal z kwiatka na kwiatek. Moje ostrzezenia byly jednak tylko na zasadzie ostrzezen, bo sam nigdy nie zdawalem sobie sprawy ze HIV moze sie przytrafic tak blisko mnie.

W lutym zadzwonil do mnie z informacja, ze odebral wynik i jest HIV + Bylem w szoku, poniewaz jest pierwsza osoba (wliczajac nawet znajomych moich znajomych) o której wiem, ze ma plusa. Bylem nawet wsciekly na siebie bo po odlozeniu sluchawki bylem w tak kompletnym szoku, ze przez nastepne dwa tygodnie mialem dziwne reakcje, typu lek przed spotkaniem sie z nim. Mimo, ze zawsze uczono mnie, jak mozna sie zarazic, ja odczuwalem lek, ze jak sie spotkamy to podajac sobie dlonie (gdy obaj bedziemy skaleczeni) moge sie zarazic. Nawet teraz jak pisze jest mi glupio i wstyd. Oczywiscie ten glupi stan minal a ja zaakceptowalem ta nowa sytuacje jak czlowiek.

Pojawil sie jednak lek o Niego. Czesto wieczorami lapalem dolek, i myslalem o jego sytuacji. Wiedzialem ze jest z nim zle, bo rozmawialismy codziennie na gadu i widzialem jak z dnia na dzien on sie zmienia i poddaje stresowi i lekowi. Na poczatku nie potrafilem temu sprostac i odpowiednio go podtrzymac na duchu.

Dwa lata temu bylem chory na raka i przez rok moim zyciem wladal stres o zobojetnienie. To pomoglo mi teraz w postawieniu sie po czesci w jego sytuacji i przechwyceniu jego emocji. Nadal jednak sie ucze.

Jedno czego jestem pewien to to, ze nie zostawie go samego i ze bede z nim kiedy tylko bedzie mnie potrzebowal. Jestem pierwsza osoba, której on sie zwierzyl i dla mnie znaczy to bardzo b ardzo bardzo wiele. Dopiero tydzien temu opowiedzial o tym swojej mamie. Boi sie, ze dowiedza sie jego znajomi, ze straci prace, ze wurzuca go ze stancji. Odcina sie od swiata. Wiem, ze potem on sam przyzwyczai sie do sytuacji i ja zaakceptuje (mam taka nadzieje). Staram sie, zeby na poczatku poprowadzic go w bardziej optymistyczne rejony doznan. Staram sie odwracac jego uwage i nie okazywac po sobie, ze ja sie martwie jego sytuacja. Próbuje zaszczepic w nim swój entuzjazm i optymizm chociaz wiem, ze to moze go draznic, bo jak ja bylem chory na raka to tacy pozytywni ludzie mnie draznili swoim szczesciem.

Próbuje nie dac mu nawet cienia watpliwosci, ze mysle inaczej niz ze z nim bedzie wszystko ok. I nawet ostatnio on sam zaczal troche o tym mówic, ze bedzie ok i ze bedzie dbal o siebie. Nie che pozwolic, zeby dalej izolowal sie od swiata. Codziennie wieczorem przychodzi na czat zeby ze mna rozmawiac i widze, ze tego bardzo potrzebuje. Wiem tez ze nie moge pozwolic, zeby poczul sie czlowiekiem drugiej kategorii (ja sie tak czulem kiedy bylem chory i paradoksalnie nie bylo najgorzej kiedy wiedzialem ze mam raka, tylko wtedy kiedy widoczne byly skutki uboczne po lekach lub byly te skutki odczuwalne).

Przyznaje sie, ze do momentu jak mi sie zwierzyl, o HIV wiedzialem minimalnie, teraz chlone wiedze jak gabka i wciaz jeszcze duzo przede mna do nauczenia.

Bardzo chce mu pomóc, a teraz widze, ze na wiele moich pytan znajduje odpowiedzi u Was na forum. Dlatego dla mnie jest to piekne forum.

Chce wszystkich którzy tu pisza pozdrowic, napisac Wam, ze czesto teraz bede o Was myslal. Dla wszystkich którzy odczuwaja leki lub boja sie chce napisac, zebyscie nie izolowali sie od swiata, bo kontakt z innymi ludzmi jest niezbedny zeby prawidlowo funkcjonowac. Ja wiem, ze bardzo trudno jest patrzec jak inni zyja beztrosko i sie z byle czego potrafia cieszyc, podczas gdy ma sie dolek, ale zapewniam Was, ze to jest lepsze niz siedzenie samemu w 4 scianach. Nie pisze tu jednak i nie namawiam do dzielenia sie swoim problemmem z innymi na zasadzie „wyrzuce to z siebie”. Trzeba starannie przemyslec komu mozna takie cos powiedziec.

Pozdrawiam Was wszystkim i trzymam kciuki.


Nati

 

15….
Czytam to forum od dluzszego czasu i jest to chyba jedyne zródlo informacji w calej sieci,które naprawde potrafi czlowieka uspokoic. Przeczytalam chyba wszystko co tu znalazlam i odkrylam, ze zachowuje sie jak wszyscy ludzie, którzy obawiaja sie HIV. Oczywiscie dzien po ryzykownym kontakcie zastanawiam sie co ja najlepszego narobilam, potem jak grom z jasnego nieba spada mysl o HIV. Nastepnie biegne do kompa i w pospiechu wpisuje w wyszukiwarke „objawy HIV” i znajduje setki stron na ten temat. Oczywiscie, kazdy objaw dotyczy wlasnie mnie, w mgnieniu oka powiekszaja sie wezly chlonne, mam goraczke, czuje sie oslabiona itd.

Pewnie teraz myslicie, ze madrze sie, bo sama odebralam minusa. Niestety jeszcze nie, ale mam nadzieje, ze tak wlasnie bedzie. Do niedawna zachowywalam sie jak wariatka, bylam tak zdesperowana, ze nie wiedzialam co mam ze soba zrobic. A jakis miesiac temu pomyslalam sobie „co ja robie?” Przeciez skoro popelnlam blad to musze sie liczyc z tym, ze byc moze bede musiala poniesc za to konsekwencje i nie ma w tym absolutnie nic dziwnego. Chociaz objawy wcale mi jakos nie ustapily, bo wciaz mama jakies opryszczki i dziwne infekcje to wcale nie popadam w zadna paranoje i pocieszam sie ta mysla, ze 3 miesiace od tzw. dnia 0 to stanowczo z adlugo na jakiiekolwiek oznaki HIV.

Poprostu co ma byc to bedzie, bo ja juz nie mam sily, aby sie tym dluzej przejmowac. Mam dopiero 15 lat i wiem, ze kazdy kto czyta teraz moja wypowiedz mysli sobie, ze jestem jakas niedouczona, delikatnie mówiac prowokujaca chlopców malolata z patologicznej rodziny. Jednak jest zupelnie inaczej. Mam wspaniala mame i jestem najlepsza uczennica w klasie (ostatnio nawet zostalam miss szkoly hehehehe). Nie chce pisac jak doszlo do tego kontaktu, bo to dla mnie nic przyjemnego i nie chce tego rozpamietywac. Przezylam w swoim krótkim zyciu naprawde bardzo duzo, ale zawsze doskonale sobie ze wszystkim radzilam. Nauczylam sie twardo stapac po ziemi i nigdy nie wpadlam w zadna depresje, wiec teraz musze postepowac dokladnie tak samo.

Osobiscie uwazam, ze do „pelni zycia” wbrew pozorom nie potrzeba duzo szczescia, ale przede wszystkim trzeba pozanac tez co to jest cierpienie, ból ….. Przeciez, kazdy z nas kiedys umrze i zaden czlowiek nie ma na to wplywu. Zycie jest tylko jedno, wiec trzeba poprostu zyc bez wzgledu na to czy bedzie ono dlugie, czy krótkie. HIV to jedna z wielu, wielu chorób na tym swiecie i nie ma w niej nic nadzwyczajnego, jest to poprostu rzecz ludzka, a wszystko co ludzkie nie jest nam przeciez obce heh.

Jednak mój prawdziwy problem tkwi w tym, ze jestem niepelonoletnia. Chociaz kiedy przyznaje sie ile mam lat zazwyczaj spotykam sie z takimi slowami – „….a ja myslalam/em, ze ze 20!!!… Mimo to boje sie, z ektos ujrzy we mnie nastolatke i no cóz zostane wyproszona. Do tego do Olsztyna mam dobra godzine jazdy, a wiadomo, ze lekcje koncze okolo 15. No i jak ja niby mam tam zdazyc??! I jeszcze musze n iestety oszukac rodzicw, ze wychodze do kolezanki itd… Mam tyle utrudnien, ze ten test to bedzie dla mnie naprawde nie zly wyczyn. I co tu robic?? Przeciez ja tylko chce wiedziec na czym stoje i mysle, ze niem ma w tym nic dziwnego.

 

No skoro sie juz wygadalam to teraz ide na mój dodatkowy angielski, bo musze 5 na pólrocze wywalczyc jakims cudem ( w tym roku gim. koncze wie zalezy mi na ocenach)


moqal

Historia moqal

Witam.Po pierwsze chcialem podziekowac wam,temu grono i mojemu przyjacielowi,ze jeszcze jestem tu,na tym swiecie…Dziekuje wam bardzo!!!Mam nadzieje,ze przeczytacie!Wiec tak niebezpieczny kontakt mialem gdzies kolo 15 wrzesnia,albo jakos tak. Rozstalem sie wtedy ze swoja dziewczyna i odrazu wpadka po calosci. Kolo 10 listopada,zaczal sie koszmar! Mialem napady ciepla,pocilo mi sie czolo,no i do tego doszly mocne zawroty glowy,nie moglem doslownie na nogach sie utrzymac. Do tego 3 noce mocne poty,temp. w granicach 38.

Trwalo to ponad tydzien,od tamtego czasu mam praktycznie caly czas 37,4,czasami sie poce. Pózniej przeczytalem objawy,wiem zeby sie nimi nie kierowac,ale mam nadzieje,ze rozumiecie,prosze was o to!!! No i bylo cos o zapaleniu opon rdzeniowo-mózgowych i inne…wszytskie pasujace! Przybilo mnie do wyra na 4 dni,ciagle spalem!Z moja dziewczyna sie zeszlismy kolo pazdziernika,wiec moje obawy sie nasilily,ciagle tylko mysl w glowie,zeby jej nic nie bylo,zeby jej nic nie bylo! Na szczescie z tego co pamietam,zawsze sie zabezpieczalem,to jedynie mnie ratuje. Ale jak mi wczoraj powiedziala,ze piety ja bola,odrazu caly mokry bylem!

W poniedzialek wstalem patrze i mam bialy jezor i jakies 2 krostki,zbilo mnie,juz bylem w aptece po prochy nasenne,naprawde mialem skonczyc to wszystko,uratowal mnie kolega,który zadzwonil do mnie jeszcze o 24 i wyslal mi linka z tym forum,czytalem bardzo dlugo, Dziekuje wam jeszcze raz,za to ze zyje!!! Teraz jestem w zupelnej rozsypce,temp.37,4,nie moge myslec o niczym innym zawalam studia,boje sie spotkac z kobieta,unikam kontaktu sex,ona mysli,ze ja zdradzam,a ja poprostu jestem w kompletnej rozsypce! Najbardziej mnie martwia te zawroty,które mialem ponad 7 dni!

Podczas tamtego feralnego dnia sex trwal moze 4 min,nie bylo wytrysku,ale od tamtej pory wszystko przypomina mi koszmar!!! Prosze was o pomoc!!! Zyje z mysla hiv hiv hiv od 15 wrzesnia,mam nadzieje ze to psycha siada,ale te zawroty,pocenie itd,bledne kolo! Wybieram sie na test,przyjaciele mnie wspieraja,ale ja tylko chce byc ze swoim miskiem,a nie moge jej teraz nic powiedziec…Jak pewnie wiekszosc spodziewam sie plusa i w tym momencie juz mi lzy plyna… Dzieki jeszcze raz,ze mam was! Ale juz nie moge…

(zakonczylo sie testem w wynikiem MINUS)


alex

 

 

A ja chcialem podziekowac

Przedewszystkim Elisabettcie ktora od pocztku mnie wspierala.Ktora musiala czytac i po czesci przezywac te moje leki
Chcialem rowniez podziekowac Gagatkowi ktorego szanuje strasznie za caloksztalt
Dzisiaj odebralem minus (- – – – ) ale meki byly straszne Moze ku przestrodze opowiem co zaszlo
Mam 23 lata nigdy nie zazywalem narkotykow.
Odkoad pamietam mialem ciagoty do starszych kobiet pod wzgledem sexu (jak ktos mysli ze to glupie to proponuje wejsc na czat interi )

Swoje przezylem (wsumie 8 razy ) od 30 do 51 w tym czasie nigdy nie trzezwialem
niczego mi niebrakuje wszystko mam tylko szkoda ze rozumu zabraklo wtedy kiedy trzeba
zaczolem pic jak mialem 17 lat a skonczylem jak mialem\mam 23 (prawie 24) w pewnym momecie sie obudzilem (majac 23lata)(pod koniec juz pilem w dzien wiczorem i w nocy )
Odtruwanie z alkocholu bylo ciezkie
(nocne poty i bezsennoesc to normalne) wkoncu 6 lat picia nonstop daje swoje
po tym „przebudzeniu” alkocholowym zatruciu przyszly leki spowodowane odtruciem
pomyslalem o przeszlosci…. az mnie glowa zaboala
od 17 roku zycia do teraz mam wytatulowane cale plecy, kolczyk w brwi i bagaz doswiadczen z ktorymi nie moge sie podzielic z nikim (no chyba ze z wami a sam sobie z nimi radze slabo
dla was bylem nastepnum spanikowanym nastolatkiem a dla mnie bylo to od wytrzezwinia do dzisiaj cale wieki przez picie stracilem prawko na rok ale to tez nie byl kop ktory mniue zmobilizowal dopiero leki spowodowane odtruciem daly mi do myslenia obrze ze wyszedl — ale po tym wszystkim zmienilem zdanie o ludziach chorych na hiv…

Wiem ze haotycznie to wszystko przedstawilem
ale takie uroki forum
Chetnie pomoge tak jak moge tym ktorych spotkac mi nie dano i tych ktorych jeszcze spotkam

 

 


november

   Dla Was…

Moja historia jest calkiem typowa, a HIV jest w niej raczej watkiem drugoplanowym, wiec nie bede jej przyblizac lacznie ze wszystkimi szczególami. Faktem jest iz, nie jestem nastolatka, wiec powinnam byc odpowiedzialna i myslaca i zawsze zreszta taka bylam. Do czasu. Zakochalam sie bez pamieci w chlopaku, o dosc bogatej przeszlosci zarówno narkotykowej jak i seksualnej, który oczywiscie byl „moim pierwszym”. Zakochana osoba nie mysli racjonalnie wiec dla mnie nic nie bylo wazne – wierzylam w ludzi, ich prawdomównosc i uczciwosc, a przede wszystkim w Milosc, która kazdy z Nas chce tak bardzo spotkac i jej doswiadczyc.

Bylismy ze soba dlugo, ale jak to czesto bywa w takich sielankowych opowiesciach facet okazal sie draniem. Dopiero kiedy ocknelam sie z tego zawodu milosnego przyszly niepokojace mysli „wspomagane” dzielnie przez radiowo – telewizyjna kampanie anty-HIV. Spedzilam chyba z miesiac na tym forum jako ukryty forumowicz sledzac bacznie wypowiedzi innych. Sama aktywnie nie bralam udzialu, zeby nie zadreczac innych – teraz wiem jak czasem bzdurnymi pytaniami. Po przeanalizowaniu dosc dokladnie swojego zycia, postanowilam zrobic test z powodu wlasciwie chyba raczej utwierdzenia sie w tym, ze jestem zdrowa bo najbardziej nienawidze niepewnosci i watpliwosci.
Jestem zdrowa – mialam minus na tescie IV generacji. Zrobilam go po 9 tygodniach od ostatniego mojego kontaktu i nie zamierzam sie juz niczego doszukiwac.

To czego przez ten czas dowiedzialam sie na tym forum na temat zakazenia wirusem HIV nie mozna dowiedziec sie z zadnej madrej ksiazki. Utwierdzilam sie jedynie w tym, co dawno juz wiedzialam – ludzie doswiadczeni przez los w jakikolwiek sposób (HIV tez jest takim ciezkim doswiadczeniem bo nielatwo sie z nim zyje w dzisiejszym swiecie)lub stojacy przed realnym zagrozeniem sa „lepszymi” ludzmi ( w sensie – pozbawionymi malostkowych, snobistycznych i egoistycznych przywar ludzkich – to tak dla wytlumaczenia, zeby nikt mnie nie posadzil o szerzenie totalitarnych pogladów ).
Wielkie uznanie dla dzialalnosci na Forum nalezy sie bezsprzecznie Elisabetta i Gagatkowi – jestem pewna ze moje zdanie podzieli ogromna wiekszosc forumowiczów, bo naprawde pomagacie wielu ludziom, szczególnie dlatego, ze jestescie tutaj caly czas. Elisabetta bo rzeczowo i obiektywnie odpowiada na najbardziej czasem glupie pytania, troche zgodnie z zasada „niczemu sie nie dziwic”, a Gagatek jest takim troche forumowym „pieniaczem” – jednak jego „trzezwe mysli” do mnie osobiscie docieraly najbardziej, szczególnie jesli chodzi o pozbycie sie natretnych mysli i paniki. Dzieki Wam problem HIV nie budzi juz w takich jak ja strachu i czuje sie rzeczywiscie „uswiadomiona”. Zycze wam duzo Szczescia i cierpliwosci – bede pewnie czasem zagladac na Forum z przyzwyczajenia i moze czasem cos napisze …
A dla wszystkich niezdecydowanych co do zrobienia testu – ja zrobilam go w placówce anonimowej i bezplatnej. Porozmawialam z Panem psychologiem, który uswiadomil mi, ze kiedy uprawiacie seks nawet ze „swoim” partnerem to idziecie do lózka wraz ze wszystkimi jego poprzednimi partnerami. To jest oczywiscie bardzo obrazowa przenosnia, ale ta wizja „grupowego seksu” tak mnie rozsmieszyla, ze mimo powagi sytuacji samo badanie wspominam bardzo mile. Poza tym przecietny czlowiek nie uswiadamia sobie, ze testy na HIV robi bardzo wiele osób -malzenstwa, pary, które planuja rozpoczecie ze soba wspólzycia seksualnego, kobiety planujace ciaze lub w ciazy i nikt niczemu sie nie dziwi …

Pozdrawim wszystkich serdecznie …


KrucaBomba

                                                                                                          2009-07-02 14:28:57

 

Witam,
Jakies 6 tygodni temu rozpoczalem kontakty seksualne z kobieta poznana przez internet. Bylo extra i przerobilismy kazdy rodzaj seksu. Na poczatku chcialem kochac sie w gumce, lecz ona powiedziala mi ze jest zdrowa i zabezpieczona. Uwierzylem. Z pozniejszej rozmowy jednak wyniknelo, ze nie jest ona w stanie zliczyc swoich kochankow i zazwyczaj robila to bez gumki. HIV-a sie nie obawia bo z „lumpami” sie nie zadawala. W tym momencie nabralem obaw co do swojej decyzji. Przeciez taki klucz doboru partnerow jakim kierowala sie moja partnerka nie jest trafny!! (bledne myslenie wiekszosci spoleczenstwa)
Za dwa dni zrobilem test na HIV i wyszedl ujemny. Niestety ulotka dolaczona do wynikow wskazywala, ze nie jest on wiarygodny, bo musi minac co najmniej 3 miesiace, zyczliwy kolega powiedzial mi nawet ze 6!! No coz pomyslalem, moze powinienem jej wierzyc i spotykalem sie z nia dalej. Im glebiej w las tym wiecej drzew…coraz wiecej watpliwosci zaczelo do mnie docierac i zaczalem czytac w internecie o objawach HIV (mialem je wszystkie i dobrze ze trafilem na strone gdzie bylo ich wymienionych tylko kilka). Pozniej odkrylem wasza strone i zaczalem czytac prawie wszystkie posty. Poznalem temat, nieraz sie posmialem, ale i tez zaczalem ulegac wiekszej fobii – Jak latwo jest sie zarazic! Jakie to jest bliskie i nie dotyczy tylko „lumpow” jak okreslila to moja nowa partnerka.
Wyczytalem tutaj o tescie 4 generacji i po 6 tyg od pierwszego kontaktu a 4 dni po ostatnim postanowilem sobie zrobic taki test, bo schiza byla tak ogromna, ze juz normalnie nie funkcjonowalem. Odbierajac wyniki obiecalem sobie, ze jak bedzie minus to juz nigdy nie popelnie takiego bledu i zerwe z nia kontakty. Myslalem, ze to moze byc moj poczatek zycia, lub jego koniec. W razie plusa postanowilem skonczyc ze soba i nie dlatego ze mialbym HIV (tutaj na forum dowiedzialem sie ze mozna z tym zyc), lecz dlatego ze niepotrafilbym powiedziec swojej stalej partnerce co zrobilem i jak sie zarazilem. Postanowilem zejsc ze sceny bez rysy.
Otwierajac koperte ujrzalem PLUSa!!… i swiat sie dla mnie skonczyl, zrobilo mi sie cieplo i nogi zaczely drzec. Pozniej okazalo sie ze ten wydruk z komputera tak wszystko sciskal, ze w jednej linijce byl takze wynik MINUS, a ten plus to byla tylko informacja. Dla pewnosci zapytalem sie laboranta czy to MINUS i odzylem na nowo. Minely dolegliwosci. Wlasne postanowienia zamierzam dotrzymac. Dostalem wielka nauczke i jak ktos napisal na forum: „zanim znowu zrobisz cos glupiego, zachowaj sobie koperte z wynikami i przypomnij sobie co przezywales czekajac na wyniki”.
Mnie to odmienilo.
Pomimo tego, ze musze powtorzyc test za 3 miesiace, lepiej mi sie zyje.

Wierze, ze bedzie kolejny MINUS…

Dzieki takim ludziom jak Wy na forum kazdy moze przetrwac takie trudne chwile.
tak trzymajcie!.


rotring

                                                                                      2008-08-08 11:50:11

Uciekam fobii oraz dziękuje.

Tyle wiedzy czerpię od użytkowników forum, że podzielę się swoimi nieprzyjemnymi doświadczeniami w materii, która ciągnie ludzi na to forum. Przepraszam jeśli piszę w złej kategorii, ale tutaj chyba najczęściej zaglądają osoby z pierwszą wizytą.
Jak można się domyślać miałem kontakt, który mocno wpłynął na moją psychikę mimo iż był w zabezpieczeniu. Już godzinę po zdarzeniu byłem na siebie wściekły. Na tym etapie działała jednak złość na sprowokowanie sytuacji która odbić się mogła na moim zdrowiu. Po jakimś czasie wystąpił ból pachwinowych węzłów chłonnych na ile jestem w stanie określić ich położenie, dwa razy wystąpiły u mnie pocenia nocne.
Wtedy zacząłem lekturę forum. Poważne problemy żołądkowe, częste biegunki i uczucie przelewania w brzuchu przyszły szybko.
Następnie po około trzech miesiącach ból szyji, bóle rąk, bóle pleców, ciągłe macanie węzłów chłonnych, byłem pewien że są ogromne – lekarz tego nie potwierdził 
Wreszcie test w terminie zalecanym przez WHO z dużą górką – tak naprawdę to byłem pewien, że idę odebrać plusa, ale musiałem się z tym zmierzyć. Czyniłem już nawet bardzo daleko sięgające plany co dalej w związku z tym.
W laboratorium długo musiałem czekać na wynik – pani za biurkiem powiedziała mi „żebym się nie przejmował bo wynik jest pozytywny” z tonu jej głosu zrozumiałem że jest OK ale ona chyba nie zrozumiała dwuznaczności swojego stwierdzenia. Na kartce: ujemny, ujemny.
To był bardzo szczęśliwy dzień.
Nastąpił okres reperowania skołatanych nerwów, okres bez dolegliwości, poza problemami z przedwczesnym budzeniem.
Kilka miesięcy później, gdy moja nowa partnerka zaczęła kasłać i mieć lekką gorączkę, zacząłem znów wychodzić z siebie mimo, że się zabezpieczamy. Zacząłem mieć biegunkę, jak przeczytałem, że to dosyć częsta dolegliwość w przypadku zakażenia to dosłownie dostałem paraliżu przed monitorem, nie mogłem się ruszyć. Decyzja o teście była natychmiastowa chociaż irracjonalna, gdyż pierwszy test miałem robiony w odpowiednim terminie. Ale kołaczące się w podświadomości uczucie, że mogłem ją zakazić przysłoniło mi wszystko – musiałem to wykluczyć. Na samym teście byłem już spokojny. Przy odbiorze wyników było już dużo gorzej.
Na szczęście wynik – ujemny, ujemny.
Częste biegunki, przedwczesne budzenie rano od dnia drugiego testu znów mi towarzyszą, stanowczo zbyt dokładnie oglądam też każdego siniaka i każde ugryzienie komara zastanawiając się czy to przypadkiem nie powinno się już zagoić. Jakby człowiek czasem mógł nie myśleć, to by mu było łatwiej w życiu.

Po dwóch testach mam komplet minusów.
Mam nadzieję, że dolegliwości związane ze snem i te gastryczne teraz już szybko miną.
Nigdy więcej głupot.

Dziękuję innym użytkownikom forum – dostarczacie solidnej, merytorycznej treści, która chociaż może powodować silne depresje w przypadku zbyt skrupulatnego doszukiwania się u siebie objawów, to jest poważnym wsparciem.
Dziękuję, za mocny przekaz – „idź na test”, bo zamartwianie się, ważenie szans zakażenia i szukanie objawów prowadzą tylko i wyłącznie do problemów z samym sobą.


darodaro

 

2008-08-09 17:31:08

granice absurdu

 

witam

Chciałbym się wypowiedzieć o mich wrażeniach po przeczytaniu bardzo wielu postów na tym forum.

Kiedyś myślałem że jestem znerwicowaną osobą ale po tym co tu zobaczyłem widze że jeszcze dużo mi brakuje…

3/4 postów to niemalże jakieś opowieści science fiction typu – menel na mnie kichnął kiedy kopowałem sałatę a ja akurat miałem zranione dziąsło a na następny dzień dostałem sraki, temperatury 40 stopni i wyprysków na plecach.

Wyadje mi się że to wszystko co tu jest to jest jakiś dobry materiał dla doktorantów którzy piszą o nerwicach albo fobiach..

Najgorsze w tym wszystkim jest to – że fobicy którzy zadają pytania – nawet jak usłyszą że nic im nie grozi to i tak w to nie wierzą – w zasadzie to oni sami nie wiedzą po co tu piszą…

Do nikogo na tym forum nie dotarło że hiv nie ocenia się po objawach – każdy wałkuje to zdanie a i tak nikt tego nie słucha nie mogę tego zrozumieć – po co piszecie objawy jak to wogóle nie ma znaczenia…

A teraz z czego wynika – nie jestem doktorem – ale wydaje mi się że niektórzy mają po prostu skłonności do umartwiania się – dotyczy to zwłaszcza osób „znerwicowanych”. Wydaje mi się że jak nie mieliby hiv fobi to mieliby inną tak czy siak – po prostu muszą się czymś umartwiać – takie jest moje zdanie.

Jeszcze inne spostrzeżenie którego nie mogę zrozumieć – mianowicie prostytutki

Prostytutka to osoba której się płaci po to żeby przeżyć miłe chwile…
Więc nie rozumiem jak można iść, zaruchać – a potem się umartwiać przez 3 tygodnie – lepiej wogóle nie iść – prostytutki nie są dla fobików…

Ciekawe też jest to że hiv fobicy traktują hiv jak koniec świata – przez co też niejako obrażają już zarażonych. Wydaję mi się, że oni op prostu nie chcą tego zrozumieć że z tym wirusem też można żyć – nie chcą ponieważ wtedy przestaliby się umartwiać a oni muszą się umartwiać czymś jak napisałem wyżej..

To tyle moich spostrzeżeń…

przepraszam za błędy ortograficzne i inne

pozdrawiam…


WINNA

2008-06-19 11:22:56

WINNA

Jestem winna własnej głupocie i stresowi jaki teraz przechodzę. Jestem winna, wszystkim plusom, minusom i nieokreślonym, własnej historii.
Na forum siedzę dzień i noc i dzień i noc…Czytam i poznaję, poznaje inny świat. Świat który w jednym momencie stał mi się tak bliski, ze aż boli.
Było pięknie, miałam wszystko i w dupie mi się poprzewracało.
Seks bez zabezpieczeń. Świadomie ( co tym bardziej świadczy o mojej głupocie )z człowiekiem którego trochę znałam. Tzn. mam do niego nr tel. i tyle informacji na jego temat ile sam chciał mi powiedzieć.
Po miesiącu złapałam totalna schizę. Czytałam wszystko co tylko było na temat pierwszych objawów. Nie dokładałam swoich wątpliwości bo wiem jak bardzo to irytuje + .
Ale wiem co przechodzą ludzie w takiej sytuacji. Nie szukają diagnozy. Szukają nadziei. Dają sobie jeszcze parę dni na „ stare” życie. Na takie życie które znają i w którym dobrze im było.
Ja biegałam od komputera do lustra, od lustra po termometr, chusteczki. I znów na forum i inne strony z objawami. Miałam już wszystkie objawy . Bolało mnie gardło. Jak przeczytałam o białym języku, to i on wydawał się być bardziej biały niż był przy ostatniej wizycie „ w lustrze”. Temperatura 37.4. Spadek apetytu.
Zaplanowałam ostatni sen. Ostatni list. Ostatnią sukienkę. (W innej kolejności.)
Wiedziałam, że na 100% byłam zdrowa. Byłam pewna, że teraz jest inaczej. Oczywiście motywowałam się do badań tekstami typu: taka byłaś odważna i beztroska …. taka dorosła… taka…odpowiedzialna??? To teraz bądź taka sama i idź na badania. Oczywiście motywacja nie pomogła. Pomógł mi chłopak z którym wtedy byłam. Poprosiłam go o badania. Zgodził się i pojechaliśmy razem. DZIĘKUJĘ . Dziękuje, że dał mi taka siłę. Wyniki odebraliśmy następnego dnia. Test IV generacji anty HIV1, anty HIV2, antygen p-24 HIV1. Wynik ujemny.
To co mnie zaskoczyło to ludzie czekający na badania i wyniki. Sami piękni i młodzi. Zero stresu. Albo stres głęboko schowany. Tacy wyciszeni i skupieni. Bez jednego słowa, oddechu. Trzymam kciuki za wszystkich.
Dziękuję (+) za ich opanowanie i rzetelne informacje. Dziękuję, że dzięki nim już się ich nie „ boję”. Dziękuję niezdecydowanym do badań. Bo miałam się z kim identyfikować. DZIĘKUJĘ jeszcze raz, osobie która poszła ze mną na badania.


fobikus

2007-08-24 11:51:31

Historia mojej fobii. Ku pocieszeniu!

Witajcie!

Sam znalazłem się w ciemnym tunelu, który jak mi się wydawało prowadził tylko do potwierdzenia HIV.
Ale po krótce Wam to opiszę.
Maj 2007, wybrałem się do agencji tow., tzw. „bałaganu” ładnie ujmując. Sex z atrakcyjną brunetką: oralny bez zabezpieczenia (ja bierny), klasyczny w gumce i wpadka – pękła guma. Kiedy to nastąpiło nie wiem, nie sprawdzałem w trakcie. Kiedy skończyliśmy byłem zszokowany – byłem w Niej bez zabezpieczenia! Na pytanie czy często Jej się tak zdarza, odpowiedziała, że czasami. Strach! Z kim Jej się już tak zdarzyło, może ów był chory: jakaś wenera albo HIV. Pożądnie umyłęm się dopiero w domu.
Pierwsze kroki do neta, kiedy zrozumiałem co zrobiłem.
Wiele!!! stron przejrzanych i zaczęło się! Fobia! Obserwacja własnego ciała, wsłuchiwanie się w głos własnego organizmu i szukanie, szukanie, szukanie!
Wśród różnych wyszukanych serwisów o tematyce HIV, przed Tym chylę czoła! Wracałem tu wielokrotnie, czytałem! Postanowiłem wtedy, że po badaniu (po 3 miesiącach) wrócę i napiszę o swojej historii niezależnie od jej zakończenia.
Tak też czynię. Wśród wielu wypowiedzi jakie czytałem zauważyłem, że kiedy przychodzi czas rozstrzygnięcia (wynik badania) wiele osób nie wraca i nie kończy swoich historii, pozostawiając temat nie zamkniętym i jakby zapominając o tym forum. Nie mam zamiaru tutaj nikogo urazić, jest to moje prywatne odczucie, którym poprostu się dzielę.
Trzy minione miesiące to czarna psychiczna dziura w moim życiorysie. Doświadczyłem siły oddziaływania psychiki na organizm. Uwierzcie! Czytałem o objawach:
1. sztywnienie karku – pojawiło się nie do wytrzymania, nie mogłem siedzieć i trzymać głowy
2. ból nóg przy wchodzeniu po schodach – zacząłem po nich łazić aby się przekonać, ból pojawił się nieznośny (lekarz, taletki, maść)
Po rozmowie ze znajomą lekarz, któa mnie opieprzyła za myślenie i wyolbrzymianie objawów, wziąłem się w garść!!! Odłozyłem wszystkie leki.
Ból karku i nóg ustąpił w ciągu dwóch dni samoistnie. To był dla mnie sygnał, że psychika może wywołać fizyczne objawy ze strony organizmu.
Oczywiście tak macałem węzły chłonne, że zaczęły boleć i pewnie się nieco powiększyły.
Po zakończonych 10 tygodniach od chwili „0”, pojawiła się gorączka i niesamowity ból głowy. Przepisowe 38, brak innych objawów grypowych jak katar, ból gardła, kaszel, ból mięśni itp. zwalił mnie psychicznie. Kiedy lekarz w przychodni zaptał mnie czy nie miałem kontaktu (nie chodziło mu o sexualny) z osobą cierpiącą na jakąś wirusową chorobę, podcięło mi nogi. Nie muszę opisywać samopoczucia, Ci którzy to przechodzili, przechodzą sami dobrze wiedzą. Gorączka i ból głowy trwały około 5 dni (brałem antybiotyk).
Dziwne bóle w jamie ustnej, jakby ząb, może dziąsło, czasem jakieś bolące miejsce na języku (widoczna krostka). Nie wiem jak wyglądają te „afty” o których czytałem, więc sądziłem, że pewnie to właśnie to. Lekarz dentysta stwierdził, że żęby w porządku, ale mam dziwny żółty (nie biały) nalot na języku. Wystarczyło mi sformuowanie „nalot na języku”.
I tak zbierały się, jak mi się wydawało, gwoździe do trumny.
Postanowiłem nie stresować się i ni badałem się po 2 tygodniach. Zrobiłęm to po 3 miesiącach. Anonimowy punkt, ankieta, pytania lekarza i pobranie próbki. Ogólnie wiele sobie starałem logicznie wytłumaczyć, że prawdopodobieństwo napotkania (nawet w „bałaganie”) osoby chorej jest niewielkie, poza tym jak się dowiedziałem dziewczyny tam pracujące są pod stałą opieką ginekologiczną i mają systematycznie testy (wiedzą więcej na temat niebezpieczeństwa HIV, niż ja zwykły Kowalski korzystający z tych „rozkoszy”).
Poza tym prawdopodobieństwo zarażenia się podczas kontaktu z osobą chorą bez żadnego zabezpieczenia też jest niewielkie. Ja byłem początkowo w gumce, więc czas (chociaż co to ma za znaczenie) kontaktu bez gumki był krótszy, etc.
Najbardziej pomógł mi Bóg (jestem Katolikiem z wyznania) i modlitwa. Modliłem się i prosiłem o to abym okazał się człowiekiem nie zarażonym. Naprawdę czułem, że pomaga mi to przetrwać ten czas. Właśnie czas i to czekanie 3 miesięcy jest porażające.
Jak wspomniałem najtrudniej było mi przetrwać 48 godzin między pobraniem próbki krwi a odebraniem wyniku badania. W tym czasie wiele myślałem o tym co zrobię jeśli będzie „+”. Tłumaczyłem sobie, że to nie jest koniec życia (może jego skrócenie-patrząc probabilistycznie), że i tak w życiu może okazać się że wykryto jakaś śmiertelną chorobę, zdarzył się poważny wypadek etc. i trzeba fizycznie i psychicznie życ dalej. Wierzę, że z „+” można żyć i pewnie lepiej, bo ceni się każdy dzień i żyje się bardziej świadomie.

Odebrałem wynik, poinformowano mnie w dyskretnym miejscu, że „mogę się uśmiechać”!
Na wyniku, który mi wręczono jest pieczątka, a na niej: „Metodą immunoenzymatyczną HIV Ag/anty HIV nie stwierdzono”. Zapytano mnie, czy napewno minęło już 3 miesiące, odpowiedziałem, że prawie już 13 tygodni.
Na koniec usłyszałem coś co zapamiętam:
„PROSZĘ W PRZYSZŁOŚCI SZANOWAĆ TEN WYNIK”.

Radość niesamowita, a przede wszystkim czuję, jak odżywa psychika.
Owa lekarka (znajoma) o której pisałem, powiedziała mi, że: „z chorobą fizyczną można żyć, naprawdę można, zaś widziała ludzi, którzy popadli w choroby psychiczne, depresje i to jest dopiero prawdziwy wrak człowieka”. To z pewnością też zapamiętam, bo mam 29 lat i zakładam, że jeszcze trochę pożyję, a jak to w życiu mogą być różne zakręty i przypadki i siła psychiczna z pewnością się przyda.
Pamiętajcie: „co was nie dobije, to was wzmocni”.
Ja miałęm swoją nauczkę życiową, teraz rozumiem, jak mogłem zniszczyć życie swoje i swojej rodziny przez jedną głupotę, ale zrozumiałem też, że trzeba odpowiadać za swoje czyny i przyjąc na bary ich konsekwencje.
Postaram się żyć bardziej świadomie, świadomie co do konsekwencji działań. Mam nadzieję, że nie zdradzę już swojej partnerki, ale jeśli bym to zrobił, to wiem już teraz czym ryzykuję, co mogę stracić i mam nadzieję, że to mi pomoże. Jeśli zaś nie, to być może trzeba będzie ponieść tego konsekwencje i z szanowania mojego minusa nici.

Długo, ale szczerze. Dobrze że jest to forum i że jesteście Wy. Pomogliście mi, mam nadzieję, że i ja tym swoim przykładem pomogę komuś.

OBJAWY: a co do nich, to jak pokazuje mój przykład nie należy ich szukać na siłe. Jeśli tak czynicie i objawy się pojawiają, to pamiętajcie, że część z nich lub wszystkie mogą być wywołane waszą psychiką, która w tym czasie czekania z pewnością się łamie.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich, tych pisząco/czytających i tych tylko czytających, tych z „+” i tych z „-„.

Zachęcam do opisywania swoich historii, aby pomóc tym którzy w google wpiszą może jutro „objawy HIV” i trafią tutaj.

Ja jestem zdrowy, a przede wszystkim bogatszy w doświadczenia. Te 3 m-ce były psychicznie stracone, ale czas tego strachu też mnie umocnił.


_FrOzEn_

2004-07-16 14:54:55

Moja historia

Witam wszystkich. Odwiedzam te forum od kilku miesiecy, jednak dopiero teraz zdecydowalem sie przedstawic wam historie, ktorej jestem uczestnikiem. Wiem, ze wielu z was zareaguje na te moje wypociny na zasadzie „Boze, o co temu palantowi chodzi? Po co tu wlazl i pisze jakies glupoty?”. Jednak zaryzykuje…
Na pocztaku marca moj partner (wtedy 26 lat; ja teraz 26 lat) trafil na sygnale na pogotowie z potwornymi bolami glowy, wymiotami i zaburzeniami rownowagi. Wykonano jakis zastrzyk, stan sie poprawil, ale zalecono mu wykonanie tomografii komputerowej glowy. Nastepnego dnia poszedl na badanie, obraz wyszedl niewyrazny.Konieczne bylo powtorzenie badania z kontrastem.W glowie stwierdzono guza w czesci potylicznej.Szybko zapadla decyzja o operacji. Miala miejsce 3 dni pozniej.Wszystko bylo okej,Marcin jakby na nowo sie narodzil (chociaz bole glowy pojawily sie na okolo 1 miesiac przed wykryciem guza).Gdy lezal w szpitalu i dochodzil do siebie pojawil sie temat HIV’a.Wczesne wyniki badan histopatologicznych pobranego nowotwora (ponoc wykonywane w trzech niezaleznych miejscach) byly sprzeczne.Ostatecznie stwierdzono, ze guz byl spowodowany przez Toxoplasma Gondii.Czesc badan krwi na obecnosc HIV byla +, a czesc -.W pazdzierniku ubieglego roku Marcin robil w powaznym osrodku test na HIV z potwierdzeniem (dopadl go jakis swiad skory z przemijajacymi zmianami skornymi w rejonach: tulow-rece-nogi i dermatolog stwierdzil grzybice; zasugerowal sie tez nalotami i zmianami w jamie ustnej, wskazujacymi na leukoplakie; generalnie wielu lekarzy nie potrafilo mu pomoc, swiad nie ustepowal; zaproponowano wiec wykonanie testu na HIV). Test wyszedl ujemny. Stan zdrowia i kondycja Marcina nie wskazywaly na to, ze mogl miec zaawansowane stadium AIDS. A tak orzekli lekarze podczas gdy lezal na neurochirurgii. Wystapienie toksoplazmozy, poprzedzonej epizodem grzybicy (ktora de facto zniknela w miedzyczasie, swiad i zmiany w buzi i na jezyku ustapily) wskazywaly wedlug nich na AIDS (dwie choroby wskaznikowe), czyli nosicielem HIV mogl byc od okolo 10 lat.Powtarzam, ze czesc testow szpitalnych wyszla na +, inne na -. Marcin nie chcial w to wszystko uwierzyc, czul sie dobrze, mial negatywne wyniki z pazdziernika, znal sie na tyle, zeby wykluczyc mozliwosc zakazenia HIV. Opuscil szpital, chociaz lekarze nalegali aby polozyl sie na oddz. zakaznym. On nie wierzyl w te chorobe. W miedzyczasie wyslano jego krew do specjalistycznych badan do Warszawy. Czekalismy na nie ponad 2 tyg.Nie zobaczylismy oryginalu wynikow, tylko przyszedl fax, w dodatku lokalni lekarze cos na nim popisali. Byly na nim i plusy i minusy, ale ostateczna wersja brzmiala – wynik DODATNI.Zbyt duzo bylo tutaj sprzecznych informacji.Przeciez Toxoplasma nie tworzy guzow!Daje objawy kliniczne podobne jak te w chorobie nowotworowej, ale nie tworza sie guzy!Przeciez to pierwotniak.A na karcie wypisowej ze szpitala bylo napisane jak byk, ze usunieto guza.Napisane bylo tez, ze pacjent znajduje sie w stadium C3 infekcji HIV i ze wymagana jest hospitalizacja na oddz. zakaznym.A gdzie badania sprzed operacji? Ponoc rutynowo robi sie w szpitalach testy przed powaznymi operacjami.To wszystko do nas nie docieralo. Balem sie wowczas zrobic testy, nawet nie myslalem o sobie.Szukalismy rozwiazania tej sprawy, jakiegos ratunku.Trafilismy na Pania Wieslawe Tomczak, ktora leczy homeopatycznym preparatem Anry najrozniejsze nowotwory i AIDS. Jak sie okazuje (nieoficjalnie) to grzybki plesniowe powoduja nowotwory, a mloda postac grzybka jest podobna do wirusa HIV.Preparat ten oparty jest na roztworze krzemu, ktory po jedno- lub kilkukrotnym spozyciu (w dlugich odstepach czasu) nastawia sily obronne organizmu do walki z krzemem, ktory jest podstawowym budulcem tych grzybkow i HIV’a.Tak to w skrocie mialo dzialac… Zabrzmialo tak fantastycznie i niewiarygodnie, ale z drugiej strony mialo to sens!W dodatku setki przypadkow wyleczen z najrozniejszych chorob (w tym tez HIV’a) byly udokumentowane w ksiazce, ktora tez zamowilismy.Marcin dostal lek, ktory nazwal „lekiem zycia”, wypil i czekal na efekty.Generalnie czul sie caly czas dobrze.Moze tylko wiecej niz kiedys spal w ciagu dnia.Blizna pooperacyjna na skorze glowy goila sie w „przerazajacym” tempie.Moze to zasluga ziol, ktore bral lezac jeszcze w szpitalu.W celu zapobiezenia wystapieniu jakis groznych skutkow tepienia grzybkow i HIV’a (obrzek w glowie, goraczka, bole glowy) dr Tomczak zalecila branie duzych ilosci Dexamethason’u (silny sterydowy srodek przeciwbolowy).Po dwoch tygodniach od spozycia preparatu Marcina „sieknelo” na dobre.Nie mieszkamy razem (100 km od siebie).Zaczal coraz wiecej spac, trudno go bylo wybudzic ze snu, az zapadl w jakas spiaczke.Po interwencji strazy pozarnej zabrano go niejarzącego i na wpol przytomnego do szitala.Tomografia wykazala kolejne ognisko toksoplazmozy w glowie, jakas plame rozlana w okolicach czola.Tym razem nie byl to guz, jednak zmiana ta spowodowala niedotlenienie mozgu i taki efekt koncowy.Polozono go na zakaznym, wdrozono leczenie na toksoplazmoze.Pelna przytomnosc odzyskal w ponad dobe po przywiezieniu do szpitala.Przed tym „atakiem” nie wzial Dexamethasonu poniewaz byl zbyt senny. Gdyby wzial moze nie doszloby do tak powaznych zmian w glowie.Pojawil sie po kilku dniach (gdy zaczal chodzic) niedowlad jednej strony ciala, zaburzenia mowy, zmiany w zachowaniu, zespol otepienny.Po niecalych 2 tyg. Marcina puscili na przepustke, ale dostal caly arsenal lekow i nakaz kontynuowania leczenia toksoplazmozy. Po tygodniu mial sie zglosic na kontrole i w celu polozenia na oddzial,gdyz byla koniecznosc wdrozenia lekow antyretrowirusowych.Marcin nie chcial sie leczyc na AIDS, wciaz wierzyl, ze preparat krzemowy mu pomoze.W maju (poczas jego pobytu w szpitalu) lekarz prowadzaca zaproponowala mi wykonanie testu na HIV.Zgodzilem sie.W sumie zaczelo do mnie docierac co tak naprawde sie dzieje z Marcinem, zaczalem wierzyc w jego chorobe i w to, ze pewnie jestem zarazony.Nie wiem jakim cudem test wyszedl ujemny.Pytalem lekarki jak to mozliwe, czy nie trzeba wykonac ponownie testu? Ona na to, ze nie.Ona wiedziala, ze ja jestem „czysty”, miala takie przypuszczenie wczesniej.Od pierwszego mojego kontaktu seksualnego z Marcinem do dnia wykonania testu minelo 8 miesiecy, a dodam, ze ryzyko bylo najwieksze z mozliwych (zero zabezpieczen, stosunki analne,itp.).Stan neurologiczny Marcina poprawial sie baaaardzo powoli.Wisialo nad nim ryzyko kolejnego ataku toksoplazmozy (odstawil leki, nie chcial sie leczyc).Byl slaby, siadla mu psychika.Mial liczbe komorek CD4 lekko ponad 10.Meczyl sie i meczyl, zaczal sie bac.Zdecydowal sie wkoncu na leczenie.Od dwoch tygodni bierze Combivir, od kilku dni Kaletre.Dodatkowo zapobiegawczo leki na toksoplazmoze az liczba komorek CD4 nie podniesie sie do bezpiecznego poziomu. Teraz juz ma ich ponad 100.Czuje sie lepiej, chociaz glowa bedzie sie jakis czas goic…Lekarze sa dobrej mysli, daja mu 5 lat bez interwencji szpitala, a potem kto wie. To tyle na razie.Marcin „zdrowieje”, ja nadal zdrowy i wszystko jest git.Zycie jest piekne, mimo iz daje po dupie  Pozdrawiam


fuckin-nyga

2007-06-27 20:23:19

ku pokrzepieniu co niektórych serc

Witam wszystkich gości i interesantów!!
Obserwuje to forum od roku i z każdym dniem kiedy zasiadałem przed komputer i czytałem wasze posty coraz bardziej utwardzałem w swojej świadomości myśl: No tak…wszystko sie zgadza!! Zajebiście, że wpadłem!! Ale jestem idiotą, że tak zrobiłem…
O stanie mojego organizmu nie powinienem pisać ale działy się naprawde dziwne rzeczy…
może zaczne od tego, że od kilku lat praktykowałem szybkie numerki z paniami na drogach…najpierw zaczęło się od samych stosunków oralnych ale przy użyciu prezerwatyw od tychże własnie SzanownychPań (i tu pierwsza przestroga…zawsze kupujcie swoje i powiem więcej: zakładajcie je przed stosunkiem
zawsze wyłapywałem (albo starałem się wyłapać) jakieś młode, w miare dobrze ubrane i zadbane Panie-czyli rozmowa kwalifikacyjna była niezbędna…(i tu druga przestroga…wygląd nie mówi niestety o tym czy ktoś ma hiv, kiłe czy po prostu opryszczke na twarzy więc absolutnie nie kierujcie się pięknym zapachem i nienagannym makijażem takiej doraźnej pomocy drogowej)
po kilku akcjach na drodze zacząłem szukać prywatnych ogłoszeń panienek, i od tamtego czasu bujałem się co jakiś czas (czasami codziennie albo nawet dwa razy dziennie) od mieszkania do mieszkania na małe co nieco…wszytskie Panie bardzo zadbane w ładnych nowych i dobrze urządzonych mieszkaniach…większość zgodnie twierdziła przed stosunkiem, że oral tylko w gumie i seks to już w ogóle w 7 gumach ale zdarzały się takie, które pytałey czy mają zrobić loda w wafelku? no i pewnego razu zgodziłem się…typka skończyła jarac szluga i wzięła się do roboty bez prezerwatywy, seks był już w gumie i guma nie pękła bo po każdym stosunku sprawdzam czy jest pęknięta czy nie…po kilku godzinach znowu wybrałem się do jakiejś kurtyzany i tam wszytsko odbyło się w gumie ale po całej akcji byłem juz taki styrany, że w łazience wytarłem się byle jakim ręcznikiem (czułem, że był już mokry…)
po kilku dniach z penisa zaczęła wydobywać się jakas ropna wydzielina…czym prędzej zabrałem się do eksploracji internetu i sam postawiłem sobie diagnoze: mam rzeżączke…jeszcze szybciej udałem się do lekarza i lekarz zlecił mi wykonanie posiewu z cżłonka (nie fajne jest to badanie, don’t do this at home)to był test na jakies 3 różne choroby i wyszło, że mam rzeżączke…kobieta zapodała mi jakies piguły i powiedziała, że za miesiąc trzeba zrobic na chlamydie a po 3 na hiv…i wtedy się zaczęło!!
zacząłem czytac o tym hivie dniami i nocami…że podbno można przez oral sie zarazić, później, że to bzdury, później, że to tylko jakies małe prawdopodobieństwo…powstał taki metlik, że od tamtej pory codziennie siedziałem w kościele(naprawde) i prosiłem Boga żebym nie był nosicielem…trwało to kilka miesiecy aż tu nagle znowu trafiła mi się okazja żeby coś niechlubnego odrządzić…i wsiadła taka młoda zadbana czarna dziewczyna(tirówka) do samochodu…zrobiła oral w gumie a później przeszliśmy do stosunku dopochwowego i nagle zorientowałem się, że pękła guma…i znowu dół…oczywiście testu na hiv jeszcze nie odbyłem…znowu stres, znowu trwoga i do Boga…później znowu sie zaczęły głupie wybryki: pojechałem kilka razy do burdelu i tam jedna typka zrobiła loda bez gumy…właściwie po kilku tygodniach wszytsko było ok…poza moją psychiką, która ciągle walczyła ze znalezieniem sobie nowego pokoju w mojej głowie dla myśli: ok…no to jak tu teraz mam żyć z Hiv…po kilku tygodniach znowu wylądowałem u pewnej Pani tym razem w domu i jade z nią od tyłu w gumie..patrze a tu krew na gumie…więc czym prędzej wyciągnąłem…partnerka zdjęła za pomocą chusteczki poszedłem się dokładnie umyć wodą z mydłem i dokończyliśmy oralem w gumie!!
po kilku tygodniach dostałem jakiejś grypy, która trwała naprawde więcej niż 7 dni, plus temperatura, która skakała sobie z 37,2 do 38,9 również przez 4-5 dni no i smieszne dziwne rzeczy na języku (nadżerki i język geograficzny)…od tamtej pory wiedziałem, że mam hiv…język geograficzny pojawiał się i znikał mniej więcej co miesiąc na przemian jeszcze z jakimiś nawracającym aftami w tych samych dwóch miejscach…przez kilka miesięcy żyłem w ogromnym stresie, z nieprzespanym nocami z niustanną obserwacją swojego ciała…byle wyprysk czy plama dobiała moją psychike,,,kiedy uświadomięłm sobie jaką miałem bogatą przeszłość seksualną to pomyślałem tylko…no tak, tak to musiało się skończyć…w końcu zostałem ukarany!!
Dopiero po 2 latach odważyłem się zrobić test na hiv…tak tylko dla potweirdzenia bo na 100% wiedziałem, że mam HIV i ułożyłem juz sobie z nim zycie…odebrałem wynik kilka tygdoni temu jest podwójnie ujemny
Dziękuje Bogu, że tak to się skończyło ale przestrzegam Was wszytskich…możecie nei mieć tyle szczęścia a po drugie nie zbadałem się jeszcze na wiele innych bardzo ciężkich chorób przenoszonych drogą płciową i nie tylko…
wniosek jeden: nie ma czegoś takiego jak schemat objawów zarażenia wirusem hiv
wniosek drugi: skończcie z ryzkownymi sytuacjami i używajcie prezerwatyw bo naprawde szkoda życia na ten stres związany z HIV
Pozdrawiam Wszystkich!!


FOG

 

Ku pokrzepieniu serc

Piszę ten post, żeby wzmocnić wszystkich wątpiących w swoje zdrowie. Tzn. takich u których po ryzykownym zachowaniu pojawiły się objawy idealnie pasujące do pierwszych objawów HIV. Ja miałem ryzykowne zachowanie (lód bez gumy u prostytutki) 4. września 2006. Po czym się zaczęły objawy:
–nagłe osłabienia (szczególnie po jedzeniu albo w trakcie jedzenia),
–nagłe zawroty głowy,
–zaburzenia apetytu (dwa dni nic nie mogłem jeść, potem normalnie apetyt wracał)
–gorączka (do 38 deg C)
–częstomocz i oddawanie stolca (raz luźnego raz normalnego) 3 razy dziennie,
–bóle stawów,
–strzykanie w stawach (wszystkich, bez wyjątku),
–wysypka, drobne zmiany na skórze,
–nocne i dzienne poty,
–drgania mięśni i nagłe przykurcze mięśni,
–drętwienie, ociężałość nóg, a na dodatek
–wyczuwałem zgrubienia pod pachami I przy szyi.

Objawy te pojawiły się o ok. 4 tygodni od dnia “X”. I okazywały się “ad-hoc” i trwały do 10 dni, po czym gasły a następowały inne. Niektóre jak strzykanie w stawach, drgania mięśni, zawroty głowy, wysypka trwają do dzisiaj.

Poza tym chcę nadmienić, że NIGDY nie miałem takich objawów, takiego zespołu objawów. Nigdy tak bardzo nie bolały mnie stawy i to w taki sposób, nigdy nie miałem wysypki (choć na wiosnę jestem alergikiem), nigdy nie miałem drgań i przykurczy mięśni; zawsze miałem wilczy apetyt, dobrą kondycję, żadnych zawrotów głowy.

Oczywiście wiedziałem, że moje ryzykowne zachowanie nie było aż tak ryzykowne i ogólnie patrząc na statystyki (jestem matematykiem) to ryzyko raczej jest znikome. No, ale przecież widzę co się dzieje i przecież takie objawy to jak nic wynik mojego ryzykownego zachowania. Tylko ślepy nie mógłby zauważyć wątku: przyczyna -> skutek. Brak było innych przyczyn, które mogłyby skutkować takimi objawami. Wtedy moje myśli pobiegły w jednym kierunku. HIV.

Zrobiłem test WESTERN BLOT albo BOLT? (serum1/2) i z wynikiem liczbowym 0.08 dostałem wynik negatywny. Uff!!! Test zrobiłem dokładnie 14 tygodni po X. Za miesiąc miałem się żenić.
To pewnie była chlamydia – powiedziałem sobie.

Ponieważ te objawy mogły wyglądać na zarażenie chlamydią (co też jest niebezpieczne), więc zrobiłem test i spodziewając się plusa jakże się rozczarowałem, że zobaczyłem minus. No nic pomyślałem sobie pewnie coś się przyplątało pomyślałem sobie. Pewnie minie. Aż tu nagle… Wchodzę sobie któregoś dnia do domu po schodach i ŁUP! O mało co się nie przewróciłem. Czarno przed oczami. W nogach wata. Złapałem się poręczy. Usiadłem na krześle. Dalej jednak kręci mi się przed oczami. Musiałem się położyć na pół godziny. I tak trwało przez dobre dziesięć dni. No to ja znowu do sieci i co widzę: że jest to jeden z objawów HIV. Dodając, że nie minęły:
–bóle stawów,
–strzykanie w stawach (wszystkich, bez wyjątku),
–drgania mięśni i nagłe przykurcze mięśni,
–drętwienie, ociężałość nóg,
–wyczuwalne zgrubienia pod pachami i przy szyi

a na dodatek pojawiło się łojotokowe zapalenie mieszków włosowych (którego też nigdy nie miałem).

Pomyślałem sobie „o kur…”.

Na dodatek moja żona powiedział mi parę tygodni temu, że musiała wstać, zlana zimnym potem i osłabiona, w nocy do toalety z nagłą biegunką bez przyczyny. Wtedy to pominąłem i żeby się nie nakręcać traktowałem to jako rzeczy nieskorelowane (szczególnie po minusie przecież). Jednak teraz zaraz to sobie dodałem, że jej zmiany na skórze z listopada nie są „od mydła ani od stresu” tylko pewnie od mojego HIV-ika (który się na czas nie ujawnił). Ponadto jej też zaczyna strzykać w stawach, zaczyna czuć się słabo.

Teraz pomyślałem „no to już ch…”. Dawaj do lekarza! U lekarza wyspowiadałem się jak przesadnie skruszony katolik w konfesjonale.
To było dokładnie 7 miesięcy po dniu „X”
Na wszystkie wyniki czekałem dziesięć dni. Takie reguły. No i co?

NO I NIC!!!
Wszystkie wyniki negatywne!!!
HIV 1&2 i a24, WZW, chlamydia, syfilis, rzeżączka. Wszystko NEGATYWNE!!!

A objawy nadal mam a już mija 9. miesiąc od dnia „X”

Tak więc nie wszystko złoto co się świeci.

Jednak ten czas ok. 6 miesięcy niepewności i poczucia winy był straszny. Współczuję wszystkim ludziom którzy mają plusa. Współczuję im chwili w której musieli powiedzieć o tym najbliższym. Kij ze mną. Wydaję mi się że potrafiłbym żyć ze świadomością choroby. Tym bardziej wśród ludzi którzy pisali posty i mają plusa. Jestem z Wami. Ale jak poinformować o tym bliskich? Szczególnie tych co tobie ufają. Jak się usprawiedliwić? Że co? Że chciało Ci się? Że nie mogłem wytrzymać skoro przetrzymałem już ponad rok bez seksu z narzeczoną? Że byłem bezpieczny, tylko guma pękła? Co było by straszniejsze? To czy okłamywałem? To czy zrobiłem skok w bok? To czy ją zaraziłem? Uff, na temat tych prostych pytań można byłoby napisać potężną rozprawę z filozofii, a co dopiero zrobić gdy te pytania dotyczą Ciebie osobiście?

Paskudna choroba bo łamie człowieka. I przede wszystkim niszczy mu świat. Być może jest to w większości świat stworzony przez innych ludzi między którymi żyjemy, którzy myślą że nie mogą zostać zarażeni. Ale ona jak i samo jej zagrożenie pokazuje jak bardzo jest ułudny i kruchy jest „codzienny świat” w którym żyjemy. Ja już patrzę inaczej na niego. Wiem, że ten codzienny nie jest „prawdziwy”.

Przetrzymałem ten czas żyjąc i sypiając z moją żoną. Na początku wierzyłem, że nie mogę się zarazić, potem i tak było by za późno. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Wygrałem szansę innej śmierci. Ona nadal nic nie wie. Co mnie nie zabiło to mnie wzmocni, ale czuję się co najmniej głupio.

Pozdrawiam wszystkich.


madzioszkaaaaa26

2007-03-14 15:58:47

moja historia

Witam…zaczęłam czytać dzisiaj wszystkie ciekawsze posty..musze się przyznać,że dzięki nim choć trochę przestałam sie bać. Chciałabym podzielić się z wami moją „historią”. 5 lat temu odszedł ode mnie mój partner z którym mam 7 letnia córeczkę (wspaniałą,wyjątkową dziewczynkę). Byłam nieco „zrozpaczona”, więc moje koleżanki ze studiów postanowiły, iż należy mi się trochę rozrywki i zaczęłam chodzic na imprezy. Bardzo mi się spodobało i 2 razy w tygodniu byłam w klubach. Niestety zbyt dużo alkoholu i kilka razy wylądowałam w łóżku z obcymi facetami (gdzie ja miałam głowę??) – stosunki były bez zabezpieczenia  ale żaden bez wytrysku (co z tego) – po 2 tygdodnich od jednej takiej „gafy” wyskoczyło mi dosyć dziwne uczulenie na twarzy – utrzymywało się przez jakieś 2,5 miesiąca- niestety dermatolodzy nie wiedzieli co to jest. Później zniknęło- nie wiem co to było. Jakieś 6 miesięcy po tych imprezowych „ekscesach” poznałam mężczyznę – zakochałam się. Byłam mu w 100% wierna, on twierdzi, że również był wierny. Po ok 9 miesiącach związku mój partner zrobił sobie test – wynik ujemny. Więc pomyślałam, że ja już nie muszę robić tego testu. i tak mijały kolejne miesiące naszego „szczęśliwego” życia. Jednakże nawet te najpiękniejsze rzeczy muszą kiedyś się skończyć i tak po ponad 2 latach rozstaliśmy się. A ja na pocieszenie przespałam sie z dwoma nieznajomymi facetami (oczywiście nie jednocześnie!!!). Bez zabezpieczenia, bez wytrysku – dokładnie miało to miejsce 2,5 roku temu. Objawów zadnych nie było. Miesiąc później poznałam „JEGO” miłość od pierwszego wejrzenia. Po roku związku opowiedziałam mu o swoich „bezmyślnych wybrykach”. Zapytał czy się zabezpieczałam, więc skłamałam. od 3 miesięcy jesteśmy małżeństwem, a od 7 miesięcy noszę pod sercem „owoc”naszej miłości. W poniedziałek moja ginekolog dała mi skierowanie na test przeciwciał HIV. W tym momencie kiedy pójście na test było już nieuniknione przestraszyłam się nie na żarty. Można powiedzieć, że przez 5 lat lub 2,5 roku „chowałam” ten strach w podswiadomość. Myślę teraz sobie chwila przyjemności – choć nie zawsze – i może stać się coś strasznego. Dzisiaj zrobiłam badanie- jutro mam odbiór wyniku. Czy się boję??? odchodzę od zmysłów..tak naprawde to jestem przerażona. Po przeczytaniu moich słów nie chcę by ktoś mnie oceniał, moje zachowanie, bo nie po to napisałam. Sama wiem, iż zachowałam się nieodpowiedzialnie!!!

 

2007-03-15 23:52:00

Huuuuuuurrrrraaaaa  wynik negatywny  Jestem bardzo szczęśliwa  i oczywiście ogromny „głaz” spadł mi z serca  zaraz po odebraniu wyników przyszedł czas na refleksje na temat życia…chciałabym napisać pewną myśl dla wszystkich, którzy mają przed sobą wykonanie testu, a mianowicie: strach jest ogromny(wiem coś o tym)to jest zrozumiałe, ale nie należy zwlekać z wykonaniem testu!!! dostałam skierowanie w poniedziałek wieczorem, a w środę rano siedziałam już w laboratorium..wyniki miałam następnego dnia na godz 17-tą i już punkt piąta byłam u lekarza..wszyskim życzę tych minusowych wyników!!! Dziękuje wszystkim za ciepłe słowa otuchy, to było mi bardzo potrzebne. Nadal będę śledzić posty i innych wspierać na duchu !!! Niech czuwają nad Wami Anioły 


zza szyby

Witajcie

kraze po tym forum od kilku tygodni. i widze, jak wiele osob cierpli na to, co ja – na lek przed hiv wiekszy niz palac kultury. wydawac by sie moglo chwilami, ze nie jest zupelnie wazne, czy mialo sie kontakt ryzykowny – boimy sie, ze to spadnie nagle, jak stonka. jestem kobieta zwiazana z kobieta, ktora miala wczesniej partnerow meskich + od okolo 6 miesiecy ciagnie mi sie przeziebienie, ktorego nie moge sie pozbyc. okolo miesiaca wstecz nagle cos mnie trzepnelo – ze moze powinnysmy sie zbadac? trzepnelo, a od tego czasu trzepie bez przerwy. wkrecilam tez ja w te hivofobie, nie jestem z siebie dumna dwa tygodnie temu zrobilysmy sobie testy. oba sa ujemne. przy okazji hcv – tez minusy. zanegowalam wynik. nie wiem dlaczego, nie mam podstaw. psychika, nic innego. test mial mnie uspokoic, droga ku niemu byla przerazajaca – tak sadzilam wtedy. teraz widze, ze moze byc jeszcze gorzej. doszukuje sie w kazdym czlowieku na ulicy wirusa, mam problem z pojsciem do knajpy – bo sztucce, mam problem z dotykaniem innych, mam problem z kropla czyjejs sliny, ktora mi spada na dlon. dlaczego pisze? z jakiejs takiej bezradnosci i smutku, tez zmeczenia wlasnymi swirami (natrectwami? myslali obsesyjnymi? stanami lekowymi?), czujac, ze juz zupelnie trace kontakt z rzeczywistoscia. widze, ze osoby tu sie pojawiajace robia to co ja – przegladajac watki, szukaja potwierdzen, ktore ich tak naprawde nie uspokajaja. ja tez pytam – lekarzy, znajomych, ludzi w necie. wszyscy mnie uspokajaja, a jest coraz gorzej. wypytywanie to karmienie trolla, na dodatek nikt ani nic poza testem nie da 100% pewnosci. ale zeby zrobic test, trzeba wiedziec, ze cos sie ryzykowanego zrobilo, a drogi zakazenia sa znane, nie pojawiaja sie z dnia na dzien nowe. a jesli sie cos ryzykownego zrobilo? – pieklo to my. mam wrazenie, ze najgorszy wynik jest lepszy od tego, co sami sobie tworzymy – od tych urojen, od tej fobii. na wynik czekamy dzien czy dwa, mamy tez duza szanse na minus. ze soba musimy byc bez przerwy. a wyobraznia to koszmar. juz sie czlowiek uspokaja, zajmuje czyms, a tu taka szpila: „a moze jednak? tak sobie siedziesz spokojnie, a moze to masz?”.

zastanawiam sie wciaz, dlaczego, skad wlasnie hiv, skoro zdecydowanie wieksze szanse mam na nowotwor na pewno ma to zwiazek z tym, ze jestem osoba zamartwiajaca sie, ze mam meczace natrectwa, ze jestem obsesyjna. moze Wy-panikujacy, tez to macie? pomyslcie, czy nie sprawdzanie aby po 5 razy, czy wylaczyliscie gaz. czy nie myjecie rak zdzierajac sobie wrecz naskorek. ale co jeszcze? mialam juz kiedys hivofobie: szesc lat temu tez doszlam do wniosku, ze jestem zarazona. wytrzymalam ze swoimi lekami rok, potem zrobilam badanie. i tez w nie nie uwierzylam. mialam depresje, trafilam na terapie. i to pomoglo. teraz znow wybieram sie na terapie, a poki co do psychiatry, bo jestem swoimi myslami wyczerpana i mam wrazenie, ze nie wytrzymam ani dnia dluzej. ale do rzeczy – mialam hivofobie w chwili, kiedy bylam w duzym stresie, kiedy stresow tych bylo wiele i na roznych plaszczyznach. teraz sytuacja sie powtarza. ten hiv to chyba jakas taka ucieczka – boje sie, niedokladnie wiem czego, bo nawet boje sie to nazywac – i nagle przychodzi na mysl hiv. i jest juz sie czego uczepic i trzymac kurczowo. idziesz na test – nastawiasz sie na wszelki wypadek, ze wlasnie plus. a okazuje sie, ze minus jednak. i skad brak wiary? poniewaz juz sie na cos nastawilismy? czy to swego rodzaju chore rozczarowanie? tez mysle, bo widze na tym forum rowniez gejow, rowniez osoby po przypadkowych kontaktach. czy nie myslicie, ze to przez poczucie winy ten strach przez hiv – wszyscy wiemy, co mowi sie w spoleczenstwie na temat gejow, co Kosciol mowi na temat przyjemnosci bez uczuc. wiec zyjac w takim klimacie chyba nie sposob zupelnie odciac sie od myslenia, ze popelnia sie grzech i ze za grzech jest zawsze kara. ja chyba mam z tym problem w kazdym razie. nie wpadlam na to wczesniej, teraz umiem to nazwac – ze mam poczucie winy z tego wzgledu, ze zyje z kobieta. ze boje sie piekla. inna sprawa, ze panicznie boje sie smierci. a wlasciwie dlaczego, skoro wiadomo, ze i tak umrzec kiedys bede musiala? mysle, ze boje sie tez tego, ze zyje bez sensu, ze niczego nie osiagnelam. ze nie boje sie tego, ze umre mlodo, ale tego, ze nie zdaze zalatwic spraw, ktore wciaz odkladam z dnia na dzien – z jakiejs . moze nalezy sobie zdac sprawe wlasnie z tego, co jest prawdziwa przyczyna leku, a co zakrywa sie, idac na skroty, problemem domniemanego plusa.

co do objawow, ktorym sie wszyscy tutaj zamartwiamy: przyklad – wspomnialam wczesniej, ze mialam badania rowniez na hcv. nigdy wczesniej nie interesowalam sie tym wirusem, wiedzialam tylko, ze ma zwiazek z watroba i generalnie chodzi o krew. zrobilam sobie test przy okazji tego na hiv – i zajrzalam do netu. okazalo sie, ze mam wszystkie objawy… panika, o identycznym natezeniu jak ta z hiv – juz uczylam sie, jak z tym zyc. a potem wynik – i minus. napisalam wczesniej, ze choruje troche od jakiegos czasu – to glowa choruje, nie cialo. stres potrafi cuda. obmacywalam swoje wezly chlonne i bolaly – lekarz powiedzial, ze uciskalam tetnice szyjna

Drodzy Pozytywni – mysle o Was cieplo, podziwiam, ze mimo oczywistych powaznych wlasnych problemow wchodzicie na to forum, aby odpisywac na dziwne, nieraz smieszne nawet, maile panikarzy. ze macie cierpliwosc do tlumaczenia po raz kolejny, ze slina nie zaraza. nie wiem, czego Wam zyczyc – spokoju? dobrych wynikow? milosci? czytajac Wasze posty mam wrazenie, ze jestescie bardziej zdrowi od osob takich ja.

trzymajcie sie cieplo, Plusowi i Minusowi.
wybaczcie chaos. i to, ze moze ten list nie ma sensu, ale dzis juz nie moge wytrzymac sama z moimi obsesjami i mialam potrzebe „wypisania” sie.
mam nadzieje, ze uda Wam sie dzis spedzic mile popoludnie

pozdrawiam
zza szyby


Darek28

Historia mojego zycia
Witam wszystkich chcialbym troche opowiedziec wam o mojej histori zycia.
Otóz rok temu majac wielkie klopoty finansowe i zawodowe zakochalem sie w czlowieku hiv+ w sumie teraz to bym chyba powiedzial zauroczylem no nie wazne jak zwal tak zwal. W kazdym badz razie spotykalem sie z nim dosc czesto sex tez mielismy oczywiscie zachowujac wszelkie srodki ostroznosci ale zdazylo sie raz ze pojechalismy do klubu gejowskiego gdzie przez przypadek uprawiajac tam sex w wiekszym gronie ktos zabawial sie z nim a potem wszedl do mnie w tej samej gumie. Do mnie odrazu dotarlo to co sie stalo i momentalnie wytrzezwialem ale juz i tak bylo po fakcie. Dzialo sie to wszystko pod koniec lutego 2004.
Od tamtego czasu zylem w wielkim strachu w polowie marca dorwala mnie grypa antybiotyki i bylo ok ale na poczatku kwietnia znow grypa wtedy juz zaczalem sie obawiac ze cos moze byc nie tak znow silny antybiotyk przeszlo. Niestety nie na dlugo bo po tym drugim razie kilka nocy z rzedu budzilem sie w nocy zupelnie zlany potem. Jeszcze tego nie skojarzylem ale gdy po jakims czasie dopadla mnie silna biegunka ktora trwala u mnie 2 miesiace i zadne tabletki nie pomagaly do tego jeszcze byly dni ze nie moglem zwlec sie z lozka bo bylem tak oslabiony i wyczytalem w internecie ze takie objawy sa przy zakazeniu hiv bylem juz pewny co mi dolega. Do tego jeszcze przez okolo tydzien stan podgoraczkowy. Jedynym pocieszeniem dla mnie bylo to ze nie mialem powiekszonych wezlow chlonnych co dawalo mi jakas nadzieje ze moze to nie jest to ale z drugiej strony kilka lat temu przechodzilem mononukleoze zakazna a po przebyciu tej choroby wezly tez juz inaczej reaguja. Pierwszy test zrobilem pod koniec czerwca z gory przewidujac jaki bedzie wynik.Tydzien oczekiwania koszmar I tu zaskoczenie negatywny troche mnie to uspokoilo ale nie na dlugo bo obawy wciaz byly po miesiacu zrobilem ponownie test tym razem w innej placowce bo w Szczecienie czas oczekiwania 3dni a nie tydzien jak w Chorzowie. Gdy jechalem po odbior wyniku zadzwonil moj lekarz (bo w miedzyczasie zrobil mi dokladne badania na wszystko co uwazal za stosowne) i mowi do mnie ze mam fatalne wyniki krwi. Wtedy juz wiedzialem ze i ten drugi wynik z hiv-a bedzie negatywny no i faktycznie po powrocie do domu pojechalem do szpitala gdzie pracuje i pobral mi szpik kostny do badania. Niestety wyniki fatalne podejrzenie o ziarnice zlosliwa a na to sie umiera do dwoch lat. Wtedy sobie pomyslalem pieknie to juz lepszy byl by te hiv+ niz to. Kolejnym zabiegiem bylo pobraznie przez niego 3cm kosci mojej i wyslanie tego na badania histopatologicze do Warszawy 3 tyg. czekania koszmarne 3 tygodnie. Na cale szczescie mialem wtedy mnostwo pracy i nie mialem czasu myslec tak duzo o tym. okolo 20 wrzesnia dzwoni do mnie i mowi Darek jest ok wszystko w porzadku. Ucieszylem sie bardzo i znow wrocilem do normalnosci. Niestety nie na dlugo bo po pol roku znow zaczely sie problemy. Nie dosc ze z tych wszystkich wynikow wyszlo ze jestem zainfekowany wirusem HPV ktory mnie meczy do teraz i staramy sie jakos wyleczyc z moim lekarzem klykciny konczyste ktore mam to do tego od stycznia zaczely mi krwawic dziasla i to nie tylko przy myciu zebow ale nawet w ciagu dnia pluje krwia i znow koszmar powrocil. Nagle zaczely mi palce dretwiec znow poczulem sie oslabiony wiec przyszla kolej na kolejny test ktory wyszedl negatywnie, wczoraj dowiedzialem sie wyniku. I dzis moze jeszcze mam te dolegliwosci ale jak reke uciol zmeczenie przeszlo, dretwienie palcow tak samo. Jestem jak nowo narodzony. Zmienilem moj tryb zycia ktory dotychczas wygladal tak ze rano pobutka 6-7 nastepnie kawa papieros i do pracy wracalem do domu o godz.20-21 jakies posilek pierwszy i jedyny w ciagu calego dnia potem piwko i do spania i kolejny dzien taki sam. Wiec sorry jak ma orgaznizm prawidlowo funkcjonowac przy takim trybie zycia jaki ja prowadzielm. Niestety latka leca i 30 juz prawie na karku i trzeba w koncu zaczac dbac o to co mamy najceniejsze czyli o swoje zdrowie.
Cala ta moja historia ma byc dla was pokazaniem tego ze nie nalezy popadac w paranoje i odrazu myslec o najgorszym bo tak jak sami widzicie glupi wirus HPV moze dac bardzo zblizone objawy jak przy zakazeniu hiv i jest jeszcze pewnie 10 000 innych chorob ktore moga dac podobne objawy a wy od razu myslicie o najgorszym. Na dzien dzisiejszy jestem szczesliwym czlowiekiem w pracy jest znacznie lepiej fakt faktem ze mam jeszcze kupe dlugow ale biznes sie niezle rozkreca poza tym jestem glownym przedstawicielem nowej firmy wchodzacej na rynek polski i z tego beda bardzo duze pieniadze (moze szukacie dodatkowej pracy??? hehehe) i wiem ze teraz sobie z tym wszystkim poradze i nadejdzie dzien w ktorym zrealizuje wszystkie moje marzenia. Do tego jeszcze mam mnostwo wspanialych przyjaciol ktorzy o wszystkich moich problemach na biezaco wiedzieli bo jestem taka osoba ktora nie potrafi tego gryzc w sobie i wspierali mnie w tych ciezkich momentach jak tylko mogli teraz pojawila sie nowa milosc w moim zyciu i kto wie moze to wlasnie bedzie ta ostatnia??? Ciagle spotykam sie z nowo poznanymi znajomymi w tym rozwiez hiv+ bo mam bardzo rozlegle kontakty zagraniczne i czesto mam odwiedziny z roznych zakatkow swiata z czego sie bardzo ciesze i nie wazne jest dla mnie czy ktos jest + czy – chce tylko o tym wiedziec.
Tak ze historia ta niech bedzie dla wszystkich lekcia nauki z tego co tu napisalem i pamietajcie nie myslcie o najogrszym bo psychika ludzka jest niesamowita i moze dac takie sygnaly do organizmu ze wszystko zaczyna szwankowac.

Pozdrawiam wszystkich ktorzy tak jak ja nagle zdali sobie sprawde ze najwazniejsze w zyciu jest zdrowie, rozsadek, milosc juz nie koniecznie ta jedyna ale miec dobrych zaufanych przyjaciol a cala reszta przyjdzie sama.


untitled

Trudno mi o tym wszystkim pisac…
Jutro odbieram wynik testu, staram sie o tym nie myslec, co ma byc to bedzie..choc zupelnie nie umiem sobie wyobrazic, co bedzie jesli mam „+”(?). Tak czy owak, chcialem Wam podziekowac za to, ze tu piszecie, ze macie czas, cierpliwosc i duzo „serca”, wyrozumialosci – by innym pomagac, „trzymac” za tyle osób „wirtualnie” kciuki, wspierac i napawac zmartwionych optymizmem.
Domyslam sie, ze jesli od ponad 4 miesiecy nie mialem zadnej mozliwosci zarazenia sie wirusem to wynik powinien ukazac prawde (?). Ech..powiem Wam czego ja sie nauczylem przez ostatni tydzien…
Jakze to dziwaczne – mysle teraz: ze dopiero w tak ostatecznej chwili, kiedy jestesmy „postawieni na ostrzu noza”, kiedy spoceni ze strachu czekamy [przykladowo] na wyniki badan, czyli tego co ma Nam „do powiedzenia” nauka/technika [medycyna] – zaczynamy analizowac wlasne czyny, dociera do Nas obiektywny wymiar tego co uczynilismy wraz z surowa ocena czynów, zlych czynów; jak ogromna nabrzmiala chmura burzowa nadciaga na Nas: skrucha, pokora, zalosc, poczucie niemocy cofniecia czasu, brak moznosci naprawy przeszlych wystepków – które dopiero w momencie skrajnej wewnetrznej konieczniosci: zdaja sie byc grzechem przyprawiajacym o wymioty i placz.
Chyba nigdy wczesniej – nie mialem takiej okazji do oceny samego siebie.
Jeszcze raz dziekuje wszystkim za pomoc i pozdrawiam serdecznie…


FE13

Nigdy nie pisalm wam skad sie wziela moja schiza na temat HIV, teraz napisze.

10 lat temu na uczelni poznalem dziewczyne, Ladna mila i bardzo teges. No i po krótkiej znajomosci wyladowalismy w lózku. Po wszystkim kobieta ta zapytala czy jestem nosicielem … na pytanie czy ona jest odpowiedziala twierdzaco. Wtedy nic na ten temat nie wiedzialem wiec nie przejalem sie za bardzo zwarzywszy na gumke i wogóle. Ale po powrocie do domu wpadlem w panike. Tego samego dnia pojechalem na Wolska, w szpitalu od razu dostalem jakies leki po ekspozycyjne a jak wiadomo testów IV generacji wtedy nie bylo (zekomo jak by co) Potem byl pierwszy test i wynik niepewny. Leki moglem brac tylko przez dwa tygodnie. Potem badania krwi i spadek morfologii i wyniki tragiczne. Afty w ustach, goraczka, powiekrzone wezly i zapalenie gardla. Pojechalem po wyniki na Leszno gdzie poinformowano mnie ze wyniki sa zle i ze lepiej bedzie jak poloze sie do szpitala. tego samego dnia w szpitalu poinformowano mnie ze najprawdopodobniej jestem juz nosicielem ale trzeba powtórzyc test i zrobic chodowle na co wtedy czekalo sie troszke. Spedzilem dwa tygodnie na Wolskiej w przekonaniu ze mam HIV i ze to juz koniec mojego beztroskiego zycia. Po dwóch tygodniach, rano, przyszla grupa lekarzy i poinformowala mnie ze mam „-” i ze test trzeba dla pewnosci powtórzyc za pól roku. Wyszedlem ze szpitala i w drodze do domu plakalem jak dziecko. Przez dwa tygodnie mialem izolatke i caly czas spalem bo prosilem o leki na sen. Nie wrócielem juz na ta uczelnie. I tak wlasnie wygladal mój wstep do Hivofobii …


Arleta

Zaczelo sie dosc banalnie od czatowania a skonczylo na sexie.Zawsze mi sie wydawalo,ze jestem madra i rozsadna dziewczyna.Niestety teraz mysle,ze bardzo naiwna.Facet byl taki kulturalny,zadbany i czysty,ze w zyciu bym nie pomyslala,ze jest chory.Po trzech tygodniach po spotkaniu z nim zaczelam chorowac-wszystkie objawy hiv-lacznie z wysypka.Powinnam dodac,ze byla to zdrada-po 10 latach zdradzilam meza i tym samym narazilam jego zycie.Tak ciezko bylo mi z tym zyc,ze w koncu sie przyznalam.Maz wybaczyl mi zdrade,ale swiadomosc ,ze moze byc chory byla straszna.Tydzien temu zrobilismy sobie testy,ale boje sie je odebrac.Niewiem czy bede potrafila zyc z poczuciem winy ,ze zarazilam niewinna niczemu osobe.Test musimy odebrac osobiscie rozmawiajac wczesniej z terapeuta-czy w okolicach Wodzislawia mozna zrobic gdzies prywatnie test?Nie mam ochoty jechac do Chorzowa i rozmawiac z terapeuta.
Nie potrafie zyc,caly czas placze i tak strasznie zaluje,ze zdradzilam…


Enkwist

Dzisiaj odebralem wynik – przeciwciala anty-HIV nieobecne. W ciagu 2004 roku bylem z piecioma prastytutkami z kazda mialem obustronny kontakt oralny bez zabezpieczenia jedna uszkodzila mi zoladz mialem dwie krwawiace ranki,zlapalem gronkowca w gardle a po ostatnim kontakcie w Pazdzierniku 2004r w grudniu zlapalo mnie gardlo na jezyku mam bialy nalot,biale grudki,piecze mnie jezyk i dziasla jakbym mial w ustach baterie bo to jest grzybica jamy ustnej, do tego przez dwa tygodnie bolaly mnie uda, lytki i krzyze , temp. przez miesiac caly czas 36,8-37,4 do tego gardlo caly czas czerwone z uaktywnionym gronkowcem na dokladke dermatolog stwierdzil klykciny przez trzy miesiace nie dotykalem sie nikogo i jak szedlem dzisiaj po wyniki bylem 100% pewny plusa a tu otrzymalem nimusa pewnie zlapalem jakiegos drozdzaka nie liczac klykcin które juz lecze.
Tak wiec glowa do góry w razie watpliwosci idzcie zrobic sobie test przy takich objawach i faktach jakie mialem to istny horror w obawie o plusa
Oczywiscie warto pytac ale tyko test pokaze faktyczny stan.
Pozdrawiam wszystkich!!!


wiarygodny1973

Przestroga

Z góry przepraszam za długość mojego wpisu ale chciałbym podzielć się z Wami moja historią – głównie ku przestrodze . To zdarzyło się w lipcu 2015 roku. Seks z prostytutką . Sytuacja ryzykowna. Zaraz po niej nie myślałem , że coś mogło się zdarzyć. Ale po 2 tygodniach dostałem stanu zapalnego cewki moczowej ( trwa z przerwami di chwili obecnej ). Wtedy zacząłem czytać neta. Od czego jakie bakterie co to może być itp. Często pojawiało się w tych artykułach dsłowo HIV . Ale poczytałem, że powinna być ostra choroba retrowirusowa a ja jej nie miałem. Od lekarzy dostałem antybiotyki, które na jakiś czas pomogły. I znowu przestałem myśleć o HIV. Do pewnego momentu. We wrześniu 2015 roku moja żona dosłownie padła do łóżka. Wirusowa infekcja gardła , ból mięśni, łóżko i brak sił. Wiecie …wtedy świat mi się zawalił. Pomyślałem jedno- zaraziłem. Ja nie miałem OCHR bo nie wszyscy mają. A ona akurat ma. Pierwsze myśli – walnąć się na linę. Ale zacząłem tłumaczyć sobie – może ona ma zwykłą grypę.Pomogło na chwilę. Znowu czarne myśli. Bezsilność i beznadzieja. I ten strach. Zacząłem chudnąć w oczach. Wreszcie decyzja – jeśli ją zaraziłem muszę się zbadać i jakby coś powiedzieć jej. Im szybsze leczenie tym lepiej. Wtedy znalazłem tp forum. Przeczytałem nocami chyba całe. POstanowiłem – idę do PKD. u mnie w mieście nie ma więc musiałem znależć w pobliżu. Po 48 dniach zrobiłem test 4 generacji. Pani w PKD mowiła , że to bardzo dobry test, czuły i pewny. Powiedziała też coś co jest niezgodne z tzw. polityką centrum ds aids. Powiedziała mi – proszę pana wynik po 48 dniach będzie pewny. OK. Czekałem tydzień. Po tygodniu pojechałem odebrać wynik. Wchodzę i widzę tą samą kobitkę. Patrzy na mnie i szeroko się uśmiecha. Mówi że jest minus.  Radość niedowierzanie. Dopytuję jeszcze czy to pewne , ona mówi niech pan powtórzy po 12 tygodniach ale wynik sie nie zmieni. Wróciłem do domu. I wtedy zaczął się najgorszy koszmar. W wynik wierzyłem tylko kilka godzin. Potem fobia – pomylili się, zrobiłęm test w okienku. Przeczytałem cały internet w sprawie testów. Wchodziłem na strony w UK, USA, Australii, Singapurze itd itp. Zyłem jak cień. Jak miałem zajęcie i nie myslałem bylo nawet ok. Ale wieczory i noce to koszmar. Spałem po 2-3 godziny, każdej nocy budziłem sie zlany potem. Miałem wszystkie objawy zakażenia – stany podgorączkowe, utrata masy ciała , powiększone wezly chlonne, ciagła wysypkę na przedramionach i plecach. Wchodzilem tu po roznymi nickami , pisalem z wieloma z moderatorów. Ich osty dodawalły mi otuchy bo zgodnie tweirdzili ze moj wynik jest praktycznie pewny. Ale ja zyłem i tak w in nym świecie. Tego nie da sie opisać słowami. Prawie straciłem rodzine z uwagi na moje zachowanie. Po 5 miesiącach wygladalem jak wrak. Zacząłem pić. Jednak w styczniu 2016 roku znowu zdobyłem sie na odwagę. Wcześniej cały czas to odkładałem. Ale znowu wycieczka do PKD. Inna pani. Mówie jej ze robilem test po 48 dniach w tamtym roku- wynik negatywny ale bałem sie potwierdzać. Ona na to , że bardzo dobrze że jestem i zrobimy koljne badania ale zebym nie liczył ze wynik się zmienia. Drugi test zrobiłem dokładnie po 5 miesiącach i 2 tygodniach od ryzyka. Wynik miał być za tydzień. Ale oczywiście mój strach i fobia – przez ponad miesiąc bałem się po niego jechać. Teraz pisze do Was bo właśnie wróciłem z PKD . Jakże by inaczej -m wynik ujemny . Tylko ja przez nerwice i stres jestem rozwalony. Pisze to ku przestrodze fobików. Żadne wasze objawy ktore znajdziecie na swoim ciele nie swiadcza o zakazeniu. Tak jak pisza tu rozni moderatorzy zakazenie nie ma objawow albo sa one totalnie inne u roznych ludzi. Wyniszczyc może was wasza własna fobia i strach tak jak w moim przypadku. Dziekuje serdecznie Legolasowi, Karolowi , Dirtiemu , Elizabecie i wielu kolejnym osobom. I pozwolicie ze zajrze niekiedy wytlumaczyc cos takim zesrancom jak ja  Pozdrawiam.Sorki za literówki.


szcześliwy

Witam wszystkich na forum.
Chcialbym podziekowac wszystkim, którzy podtrzymuja na duchu tych, którzy maja jakies watpliwosci co do swojego zdrowia.
Chcialbym opisac swój przypadek hifofobii.
Okolo dwóch miesiecy temu stracilem prace. Wpadlem w przygnebienie i stres. Wszystko zaczelo mi przeszkadzac. W pewnym momencie zaczalem odczuwac dyskomfort pod pachami. Majac na uwadze to, ze moje postepowanie w przeszlosci bylo bardzo dalekie od idealu, skojarzylem to z objawami hiv. Nie czulem powiekszonych wezlów, ale zaczalem sobie wmawiac, ze to na pewno to. Ze po latach w koncu wylazlo. Zaczalem badac szyje, ale nie moglem nic wyczuc. No to badalem dalej, az w koncu zaczalem wyczuwac rózne nierównosci, no i wpadlem w panike. Nie moglem sobie przypomniec, czy mialem je od zawsze, czy dopiero teraz. Wpadlem w jeszcze wiekszy stres. Zaczalem miec bóle brzucha, pod pachami i w pachwinach. Stwierdzilem, ze jestem przeziebiony, mam goraczke i nie moge jej wyleczyc. Balem sie wychodzic z domu, zeby sie jeszcze bardziej nie przeziebic. Dól sie poglebial. Na szyi wyczulem wezel chlonny, który po ucisnieciu bolal. O malo ze strachu nie zemdlalem. W koncu zaczalem szukac czegos w internecie i trafilem na to forum. Dzieki Wam postanowilem zrobic test, poniewaz wiedzialem juz, ze wprzeciwnym wypadku wpadne do konca zycia w obled, paranoje i we wszystko, co moze spowodowac niepewnosc.
Dzisiaj odebralem wynik. UJEMNY!!!!! Nagle stwierdzilem, ze jestem zdrowy, wezla chlonnego juz nie wyczuwam, nie mam goraczki, a swiat mimo tegorocznej aury jest bardzo kolorowy. Postanowilem zmienic swoje postepowanie na bardziej odpowiedzialne!!! Bede oddawal honorowo krew. Jestem najszczesliwszy pod sloncem!!!
Jak macie jakies watpliwosci, to nie wpadajcie w panike, tylko róbcie test. Inaczej zwriujecie.
Pozdrawiam wszystkich!!!


cykor

Opowiem o moim przypadku-
W czerwcu 2002 odbylem stosunek z prostytutka , byl to mój jedyny raz . Po 2 tygodniach zaczalem sie zastanawiac nad zakazeniem . Po nastepnych 2 tygodniach zaczalem miec problemy zdrowotne suchy kaszel ,zapalenie gardla. Po 6 tygodniach od stosunku wykonalem test byl ujemny , nastepny po 9 tygodniach i tu zaczely sie moje problemy . Zadzwonilem w sprawie wyniku prywatne laboratorium i pani odpowiedziala ze ten test trzeba powtórzyc . Domyslilem sie ze ten test byl dodatni co mozna bylo sie domyslec po dalszej rozmowie z laborantka. Po tej rozmowie sie zalamalem i chcialem popelnic samobójstwo , co zrobilem ale uratowano mnie . PO przebudzeniu w szpitalu lekarz zapytal mnie o powód , wiec powiedzialem mu prawde Lekarz kazal pobrac mi krew i wykonac test na HIV , bylem pewny ze bedzie dodatni . Na drugi dzien dostalem wynik UJEMNY . Bylem bardzo szczesliwy . Po wyjsciu z szpitala dalej mialem problemy z zdrowiem Wykonalem kilka badan ,morfologia w której wynik bialych cialek krwi wyniósl 4,4 norma 4-10, USG i tu znowu zle wyniki powiekszona sledziona 135mn i wezly odczynowe, próby watrobowe alat aspat podwyzszone 43 norma 40 , wymaz z gardla wynik gronkowiec zlocisty.
Wyniki bardzo nie ciekawe , wiec udalem sie do poradni HIV. Gdzie lekarz powiedzial ze te wyniki nie maja nic wspólnego z zakazeniem hiv i kazal wykonac test . Byl to pazdziernik wiec 3 miesiace od zdarzenia . Po tygodniu odebralem wynik ujemny . Zaczalem szukac informacji o zakazeniu w internecie. Gdzie znalazlem informacje o objawach i te objawy pokrywaja sie z moimi.
Juz nie wiem co robic dalej wykonuje testy co 3 miesiace w poradni hiv . Lekarz powiedzial ze mam juz dac spokój z testami bo mi7nelo 9 miesiecy a sa ujemne
Ale ja nadal mam problemy z zdrowiem co chwile mam katar i kaszle bez goraczki i caly czas chodzi mi po glowie ten dodatni test


matijus

Juz wiem

Po raz pierwszy pisze w tym miejscu i jest to równiez dla mnie metoda na wygadanie sie. Odebralem dodatnie wyniki testu na HIV i juz wiem, jak sie sprawy maja. Bylo to trzy tygodnie temu. Spodziewalem sie tego. Tak na prawde spodziewalem sie tego od 20 lat, czyli przez czas, gdy rozpoczalem zycie seksualne. Jestem gejem po czterdziestce. Moje zycie zawsze uplywalo w cieniu tej choroby, balem sie jej, a równoczesnie nie potrafilem jej uniknac…. Pisanie o tym wszystkim jest trudne, ale traktuje tgo jako rodzaj psychoterapii. Tylko ja wiem o mojej sytuacji i tak zostanie. Za posrednictwem tego forum dowie sie wiele osób, ale jest tu komfort anonimowosci.
Oczekiwanie i pierwsze godziny po otrzymaniu wiadomosci byly najgorsze. Bardzo pomogla mi rzeczowa i dodajaca otuchy postawa osoby, która przekazywala mi wynik. Zostalem tez skierowany do pani doktor w klinice, która okazala sie wspanialym czlowiekiem. Dzieki niej rzeczywistosc zaczela sie wydawac mniej tragiczna. Przeprowadzila testy, które wykazaly powyzej 500 leukocytów i wskaznik odpornosci powyzej 1. Stwierdzila, ze sa to wyniki osoby zdrowej i ze choroba a najblizszym czasie mi nie grozi. Powiedziala zebym zyl normalnie i tak staram sie robic.
W pierwszym okresie poszedlem do psychiatry i dostalem leki psychotropowe. Powiedzialem, ze mam depresje i ta oslona farmakologiczna tez mi bardzo pomogla. A co dalej????? Bede staral sie zyc normalnie – w moim przypadku brzmi to przewrotnie, wszak czesto ludzi o mojej orientacji seksualnej okresla sie jako nienormalnych. Pragne jednak za posrednictwem tego forum nawiazac kontakt z ludzmi przezywajacymi podobne problemy. Teraz jest piekne lato i trzymam sie dobrze, ale przyjdzie melancholijna jesien i moze byc róznie. Bezposrednio po otrzymaniu wyniku myslalem o samobujstwie, ale przeciez moge jeszcze przezyc wiele pieknych lat (mam juz ich troche na liczniku i mam bogaty bagaz róznych, dobrych, wspanialych, jak i trudnych doswiadczen). Staram sie byc optymista – a jak Wy, osoby zyjace z wirusem sobie radzicie. Pozdrawiam wszystkich którzy poswiecili czas na przeczytanie mojego niezbyt skladnego, bo napisanego na emocjach, listu.


Klak12

moja historia

Znalazlem to forum, znalazlem tu wiele informacji i pomocy. Gdzies przeczytalem, zyby opisac swoja historie, wiec to robie..
Mam zone, poszedlem z kumplami na browarka na jednym sie nie skonczylo. Nie popijam czesto, tak od czasu do czasu, baaardzo rzadko mocno. Spotkalem panienke – co dalej pisac. kilka chwil po wszystkim zorientowalem sie co zrobilem, ale bylo juz za pózno. Zaczalem sie ostro bac – nie zarazenia, ale tego co zrobilem zonie. Powiedzialem jej zaraz po przyjsciu do domu – tego nie mozna opisac. Wybaczyla (nie bylo nam latwo) i pomogla – stanela za mna murem i gotowa byla mi pomagac. Ja bylem kompletnie zalamany, nie wiedzialem co robic. W pracy zmienilem sie nie do poznania – z wesolego chloptasia rzucajacego zarcikami stalem sie smutasem, który siedzial i sie nie odzywal… Bylo bardzo ciezko, ale w domu staralem sie tego nie okazywac….
…wizyta na Romera – ona chciala pojechac ze mna. po kilu dniach juz sie oswoilem z mysla, ze moglem zarazic sie. Nie wiedzialem co z soba zrobie, najbardziej zalowalem i balem sie o zone i o bliskich. O siebie jakos nie za bardzo – zawsze mozna pojechac w jakis nieciekawy rejon swiata i juz z tamtad nie wrócic. I tak sie uspokoilem. Dopiero pod koniec drugiego tygodnia zaczely sie kolejne nerwy. Nie chcialem isc od razu 14 dnia, a nóz to za krótko – wyczekalem do dzisiaj i pojechalem rano na pobranie i znowu spokój – jakos to do mnie nie docieralo, ale jak zblizala sie 15 bylo coraz gorzej – nerwowe sprawdzanie godziny… a czy oni oby robia na p24… pojechalem, wzialem zone po drodze. Dojechalismy. Ona poszla po owoce, ja po wyniki. Wzialem koperte, usmiechnalem sie do Pani na recepcji i spokojnie powiedzialem dziekuje i do widzenia. Poszedlem do samochodu – spokojnie, jakos mi sie nie spieszylo. Zona zapytala, czy wszystko OK – ja, ze jeszcze nie wiem. Wsiadlem do samochodu, koperte wrzucilem do bocznej kieszeni, otworzylem okna i nie chcialem zajrzec do koperty. W koncu powiedzialem sobie, ze czas sie zmierzyc z losem – wyjalem wynik, uporczliwie szukalem znaku „minus” – nic!! W koncu patrze a na samym srodunie wykryto (negative). Weszla do samochodu i zapytala i co, a ja powiedzialem, ze los dal mi jeszcze jedna szanse…
I tak mam nadzieje konczy sie moja przygodza z HIV.
Co moge wam powiedziec – myslcie co robicie, a jak juz cos sknocicie, to wazne zeby znalezc sobie kogos, kto was zrozumie i wam pomoze, a przede wszystkim nie bedzie sie was bal. Nie duscie tego w sobie – to najgorsze co mozna zrobic, otwórzcie sie – to naprawde pomaga.


Reksio

Koniec nerwów – nie jestem nosicielem

No wiec dzis okazalo sie nie jestem nosicielem wirusa. Wynik testu negatywny. Ulga jest tak duza ze ciezko opisac. Nie jestem specjalnie religijny, wiec chyba sie po prostu z radosci upije… Wszystkie objawy choroby retrowirusowej ustapily natychmiast z momentem przekroczenia progu przychodni. Niesamowite co psychika moze wyczyniac z cialem!

Z jednej strony – ulga, ale z drugiej juz tak sie przyzwyczailem do mysli ze moge byc (+) ze troche az zal. Juz sobie zrobilem rezerwowe plany zmiany calego swojego zycia koncentrujac sie na tym co naprawde chce w nim robic – zwazywszy ze mialbym przed soba jeszcze jakies 10 lat zycia. A tak cóz, czas wracac do szarej rzeczywistosci i czekac na inna okazje w której zycie da mi takiego kopa ze sie w koncu opamietam i zerwe z codzienna beznadzieja. Ale jeszcze nie tym razem

Dziekuje wszyskim autorom postów na tym forum. Dzieki Wam przetrwalem ciezkie chwile!!!
Trzymajcie sie i nie zalamujcie bo nie warto !!!


TAHITI

 2004-07-30 10:05:48

                                                                                  HIV , strach a grzeczne teksty………?

hmmm…pofolgowalam sobie w zyciu i czas sie przebadac , owszem …troche sie boje. Ale panuje nad tym , wiem o HIV sporo bo ponad 10 lat temu mialam faceta , bylego narkomana z HIV który wlasnie byl na odwyku w Monarze. Przebylawal tam czasami razem z nim , mimo tego ze narkomanka nie bylam – bylam tam gosciem kiedy mnie zapraszal. Nie sypialam z nim – chociaz ryzykowne sytuacje byly , ale wiedzialam co mu jest bo powiedzial mi o tym juz na samym poczatku.

Poznalam tam wielu ludzi z HIV , duzo rozmawialismy, Czytalismy dostepne wtedy materialy , podchodze do tego jak do kazdej innej choroby. Dowiadujesz sie , bierzesz leki i zycie toczy sie dalej. ZYCIE NAS NIE PIESCI – WIEC PISCMY SIE SAMI – JAK MÓWI MOJA ZNAJOMA.

Prowokacyjane? …moze , lecz nie trzeba miec odrazu na mysli sexu.

A co do choroby to powiem Wam cos jeszcze – usram sie a nie dam sie – jesli ja mam , bo niby czemu mialabym wywiesic biala flage? Bo tak latwiej? Bo mozna poplynac z pradem zamiast walczyc? Mozna , ale szanse ze sie szczesliwie zakotwiczy w bezpiecznym porcie sa znikome.

Świat zawalil mi sie nie raz – i co? I jajaco! ZYJE! Nie placze nad rozlanym mlekiem. Nie zbieram okruchów czegos , co juz i tak nigdy nie zmieni sie w calosc. Mam plany na przyszlosc , daze do czegos choc czasami wydaje mi sie to niemozliwe. Ale jesli nie dazy sie do niemozliwego – nieczego sie nie osiagnie.

Mam marzenia i umiem sie smiac – szczerze smiac i cieszyc sie ze cos sie wydarzylo a nie rozpaczac ze sie skonczylo. I naprawde nie pociskam Wam tu glodnych kawalków ani dyrdymalów , tylko chcialbym abyscie uwierzyli ze zycie. Nie konczy sie na chorobie , bo sa rzeczy które zabijaja o wiele szybciej niz HIV i to wtedy jest naprawde wyrok smierci. Zycze Wam powodzenia …….i mniej paniki a wiecej zrozumienia ……..caluski …..TAHITI

Ps. zawsze mialam niewypazony jeszyk, i wiem ze ten tekst nie jest grzeczny , ale gdybym pisala grzeczne teksty to kto by mnie czytal ??????? POPRAWNOSC JEST NUDNA ( czasami )


Herama

 

Nadzieja

Czesc Wszystkim.

Bylem biernym czytelnikiem tego forum przez prawie trzy miesiace (chyba wiadomo dlaczego ). Czytalem wszystkie wypowiedzi, balem sie i cieszylem razem z Wami, z kazdego minusa.
A oto moja historia, która mam nadzieje pomoze przetrwac wszystkim, którzy stracili nadzieje (tak jak ja). Wszystko zaczelo sie od kontaktu vaginalnego z prostytutka (bylo zabezpieczenie – prezerwatywa, nie pekla – wiec niby wszystko ok).
Po tygodniu od tego zdarzenia zaczalem czuc dyskomfort w
okolicy krocza. Jeszcze sie tym nie przejalem. Ale po dwóch tygodniach od zdarzenia, pieczenie bylo nie do wytrzymania, po prostu ból, pracie napuchniete. Wezly chlonne pachwinowe i brzuszne BARDZO duze, bolace, caly brzuch napiety.
Parcie na pecherz itd… Temperatura to jakies 36,9 – 37,2. Na dodatek sie przeziebilem (tak myslalem).
Wizyta u lekarza androloga skonczyla sie badaniem na kile (byl minus) i przepisaniem leków (jeszcze nie antybiotyk) na te dolegliwosci – lekarz stwierdzil, ze to rzesistek. Czulem sie bardzo zle, mialem nudnosci i oslabienie.
Zaczalem wyobrazac sobie najgorsze – HIV !! Oczywiscie okres paniki – wyszukiwania opisu objawów w Necie.
Po tygodniu bylo troche lepiej (z tym pieczeniem), ale dalej zle. Lekarz przepisal juz antybiotyk. Pod koniec kuracji pieczenie, parcie na pecherz powoli zaczelo ustepowac.
Ale o zgrozo! oslabienie bylo takie, ze nie moglem nawet stac przez dluzsza chwile, pocilem sie kazdej nocy. Temperatura caly czas oscylowala wokól 37C. Zaczelo bolec mnie gardlo – bardzo. Bylo zaczerwienione i bolace. Na jezyku pojawil sie gruby bialy nalot i biale linie po wewnetrznych bokach policzków. Jezyk piekl mnie bardzo.

Pojawily sie biale palmki na ustach. Zajady w konciku ust. Caly czas czytalem o objawach HIV i z perspektywy czasu wiem, ze pojawialy sie dopiero jak o nich przeczytalem – jak za dotknieciem czarodziejskiej rózdzki. PSYCHIKA!!! (teraz to wiem).
Najgorsza byla jednak wysypka – pojawila mi sie na tulowiu – duza czerwona rozlana plama o powierzchni grudkowatej – wypisz wymaluj objaw ARS.
I tak dotrwalem do szótego tygodnia, z bolacym gardlem, bialym i piekacym jezykiem, plamkami na ustach i oslabieniem takim , jakiego w zyciu nie mialem. Powiekszone wezly chlonne na szyi, sztywny kark, bóle glowy, bóle miesni (i stawów w krzyzu kilka dni z rzedu), pobolewanie pod pachami – pewnie wezly. Piecze mnie cale cialo, goraco mi bardzo, mimo tego, ze mam tylko 36,8. Doszla biegunka.
Temperatura caly czas podwyzszona.
Im wiecej czytalem o HIV tym gorzej sie czulem. Mialem 200% pewnosci, ze
to TO.
Postanowilem zrobic test (HIV-DUO), traktowalem to tylko jako formalnosc, potwierdzenie mojego plusa.
Tydzien oczekiwania w rezygnacji, bez zadnej wiary – i co – i MINUS. Chwila radosci. Cos trzeba zrobic z tym gardlem – wizyta u laryngologa – zatoki ok, pobral wymaz i okazalo sie, ze jest paciorkowiec oraz CANDIDA.
Caly czas ledwie trzymalem sia na nogach i zle sie czulem.
STRACH powrócil (ta Candida)… Dostalem antybiotyk na gardlo.
Kuracja minela, gardlo dalej boli, jezyk bialy itd..

Dalej: czytanie forów, takze angielskojezycznych. Zadalem tam pytanie opisujac moje objawy – i co – (odpowiedz Expertów :nie martw sie, to nie HIV, byles zabezpieczony,w polaczeniu z tym, ze miales minusa po 6 tyg. nie widzimy dalszej potrzeby testów!!!).
Ale to ja wiem jak sie czuje, to mnie boli, to ja jestem madrzejszy, jakos ich slowa nie przemówily do mnie,choc przyznam, troche pocieszyly.
Martiwla mnie CANDIDA, ale przypomnialem sobie, ze mialem drozdzyce juz wczesniej w gardle i zoladku i moze nie byla do konca wyleczona i teraz po antybiotykach (podwójna poracja przeciez) mogla powrócic.

Poszedlem zrobic gastroskopie i okazalo sie, ze jest Candida w gardle, przelyku i zoladku. Lekarz twierdzil, ze nie mogla sie rozwinac w tak krótkim czasie i to na pewno kwestia niewyleczenia jej wczesniej.
Ale ja myslac o HIV i oslabieniu odpornosci, które HIV powoduje, watpilem w te slowa.
Dostalem kuracje przeciw Candida. Caly czas 200% pewnosci, ze to HIV, bo przeciez test po 6-ym tygodniu jeszcze nie przesadza, mimo tego, ze wszyscy twierdza , ze przewazajaca wieszkosc zainfekowanych (nawet 95%) juz wtedy bedzie miala przeciwciala.
Czytam dalej fora, wszyscy pisza – lun objawy one nic nie mówia – i faktycznie na www.aidsmeds.com jest wiele opisów przypadków ludzi „pewnych”, ze sa zarazeni ze wszystkimi mozliwymi objawami i okazujacych sie miec minus.
To troche pocieszalo. Dotrwalem do 11 tygodnia i stwierdzilem, ze dluzej juz nie moge. Decyzja – robie PCR RNA, chce juz wiedziec. To za dlugo trwa – wszystkie objawy trwaja juz 11 tygodni, lewo zyje, rano nie daje rady zwlec sie z lózka!
Zrobilem PCR we Wroclawiu po 78 dniach.
Test ten po takim czasie daje pewnosc co do statusu, moze jedynie dac wynik falszywie dodatni (2 do 5%). Wiec jak minus to minus.
Szesc dni oczekiwania na wynik. Z walacym jak oszalale sercem czekam na pania, az sprawdzi moje badanie , rece cale mokre…
– I WIELKI MINUS.
Test super dokladny, nie ma watpliwosci z polaczeniem z DUO po 6-ciu tygodniach. MAM MINUSA. Ludzie MAM MINUSA.

Obled. Pare zbiegów okolicznosci plus PSYCHIKA daja niesamowita mieszanke.Szkola zycia. Wiec powtarzam za wszystkimi
OBJAWY NIC NIE ZNACZA, mozecie miec je wszystkie i pare innych na dokladke i MIEC MINUSA.
CZEGO WSZYSTKIM ZYCZE !!!!. Nie traccie nadziei!!!


CHWILAzycia23

 2004-05-25 22:02:10

Monolog zycia,a moze glupota….

Witam Was!Jesten tu nowy na tym forum!coz moze opowiem wam moja krotka historie,choc pewnie kazdy mial podobna mam 23 lata,jestem mlodym i pelnym zycia facetem!(nie jestem narcyzem,ale mam cos w sobie)i zaczelo sie moje zycie sexualne……coz?tak jak pisze sexualne,ktore sprawia wiele przyjemnych doznan i radosci!pierwsza kobieta,druga ,trzecia,czwarta i tak chyba z 10 sztuk.Zaczalem wchodzic na”czaty”w celu poznania kobiety tylko i wylacznie do sexu…coz..bylo wiele chetnych i w ten sposob poznalem chyba 6 parnerek w lozku!mniejsza o to,nie bede Was zanudzal!

odbylem duzo stosunkow,oralne,analne i t d.!ostatni stosunek (piatek 21 maja 2004 r)z prostytutka:sex oralny,bez zabepieczenia,wytrysk do jamy ustnej!coz…..takie zycie!jechalem do niej i zalowalem ze do niej jade….Boze po co ja do niej jade??!!lepiej sobie samemu zrobic dobrze i byc pewnym!!!!takie zadawalem sobie pytania!niestety….mialem stosunki plciowe z kurwami,zwyklymi kobietami i t d.!Wiecie co?czuje sie fatalnie,obwiniam sie o wszytsko,to bylo glupie,nieprzemyslane i nie na miejscu!ale za pozno na dylematy i doznania.!za pozno!! Poznalem naprawde bardzo fajna i mila kobiete,jest ode mnie starsza,jest osoba wrazliwa,uczynna,delikatna dla mnie aniol z nieba!Spotykamy sie w sumie gdzies od 4 tyg.tak mi sie spodobala i jest dla mnie tak intrygujaca,ze postanowilem poswiecic dla niej cale swoje zycie i skonczyc z tym co robilem do tej chwili!!

Moze to niektorych rozsmieswzy,rozbawi,ale wiem co pisze….!!od piatku(tego co bylem z ta prostytutka)codziennie w nocy placze,wylewam lzy,przeplakuje swoje cale zycie!dzis jest wtorek,czuje sie naprawde ftalnie,co by bylo gdybym byl na cos chory?co by bylo z nia?z moja rodzina?kazdy sobie zadaje takie pytania codziennie oczekujac bezustannie na wyniki testu,i zadajac sobie pytanie:czemu ja?czemu nie ten z ulicy tylko wlasnie ja?!Ludzie sami sobie zgotowalismy ten los!moze maly % ludzi nie jest Bogu winny,zarazil sie przypadkiem,ale wiekosze przypadki to nasza wina,nasza glupota.!

czekam teraz do konca lipca i robie sobie ten caly test!chce Wam tylko napisac,ze zakochalem sie w niej okrutnie i przez wlasna glupote przesralem sobie zycie(najprawdopodbniej)jeszcze to do mnie nie doszlo tak bardzo,ale wiem jedno:zaluje tego co robilem w swoim zyciu do piatku(21 kwietnia)……..przepraszam za zmienny uklad tego postu,ale nie jestem dobry w pisaniu takich rzeczy!


Historia llll

skonczylo sie u psychiatry

Dzien dobry,
chcialabym opowiedziec moja historie. Jestem mloda kobieta, która w wakacje 2016 roku na urlopie odbyla przygodny stosunek seksualny. Po jakims czasie zaczelam wariowac na temat HIV. Najpierw byla reakcje obronna „nie na pewno nie, to nie moglo zdarzyc sie mi” a nastepnie calkowite przekonanie o nosicielstwie. Mialam cala game symptomów, które wedlug mnie swiadczyly o zakazeniu: biegunka, krosty na plecach, powiekszone wezly chlonne, grzybica jamy ustnej, afty w jamie ustnej itp.

Cale dnie spedzalam na przeszukiwaniu Internetu, zeby jeszcze cos móc dopisac. Pomimo tego strachu, bardzo sie balam pójsc wykonac test. Wydawalo mi sie, ze niewiedza jest lepsza niz wiedza, ze jest sie nosicielem.Przez caly ten czas, a konkretnie przez 56 dni, zylam jak duch, nic mnie nie interesowalo, ani szkola ani praca. Odsunelam sie od znajomych. Przychodzilam po pracy, bralam szybki prysznic i o godzinie o 17 przebieralam sie w pizamie i tak lezalam patrzac sie w sufit lub szukalam nowych symptomów w Internecie oraz na moim ciele. Rano wstawalam ogladalam cale swoje cialo, szukajac najmniejszej krosty lub innej zmiany.

Panicznie balam sie zasypiac, balam sie, ze jak sie obudze to wyjdzie jakis nowy „znak” infekcji. Nie tylko spania sie balam, balam sie myc i ogladac, a mimo to robilam, aby cos znalezc. Przez stres nie moglam jesc, moglam nie jesc caly dzien, lub posilic sie bananem i szklanka mleka na caly dzien.A jedyna moja uciecha byla paczka fajek, wypalalam ponad cale opakowanie. Wygladalam jakby mnie z krzyza zdjeli, nie tylko wygladalam, ja tak tez sie czulam. W 55 noc mojej udreki weszlam na forum, gdzie dobre dusze polecily mi test. Uzywajac przy tym bardzo sensownych argumentów.

Zdecydowalam sie w koncu zrobic prywatnie. Wchodzac na ostatnie pietro kliniki myslalam, ze to koniec mojego zycia. Bardzo madra Pani pielegniarka rozmawiala ze mna, trzymajac mnie za reke pozwolila mi sie wyplakac. Wyniki mialy byc nastepnego dnia, stres byl ogromny, a z drugiej strony zaczelam czuc ulge. Bo wiem, ze gdybym tego testu nie wykonala, to umarlabym na „AIDS” nie majac HIV, po prostu wykonczylabym sie. To nie byl jedyny test w moim zyciu, wykonalam jeszcze 2. Wszystkie byly „-„. Dlugo nie moglam dojsc do siebie, dopatrywalam sie wszystkich chorób, wszystkich wirusów. Nie bede o nich pisala, aby nie wpedzac w paranoje innych hivofobików.

Moja paranoja zapedzila mnie w koncu do psychiatry, ale zanim do niego trafilam zaczelam sama ukladac sobie w glowie, wiec dzieki Bogu nie skonczylo sie na lekach, a tylko na terapii, na która jestem zapisana juz od grudnia i jeszcze nie ma wolnego miejsca dla mnie. W tym momencie nie wiem czy jeszcze jej beda potrzebowala, poniewaz radze sobie calkiem dobrze. Jestem przekonana, ze test mnie nie oklamal. Z mojej paranoi zostala mi tylko mala bezsennosc oraz strach przed potencjalnym zakazeniem np. ze ktos mnie ukuje czyms albo beda miala kontakt z krwia przez jakas rana w moim ciele, chociaz wiem, ze jest to bezzasadne, to gdzies w glebi serca bardzo sie boje, ze jeszcze raz moge to przezyc. Nie wiem jakim cudem w tym najgorszym czasie nie zawiesilam petli na szyje, bo myslalam o tym nieraz, ale dzieki Bogu zyje.

Nie pisze tej historii, aby sie uzalac, ale chce powiedziec ludziom, którzy boja sie wykonac test, idzcie i to zróbcie, bo zanim „wykonczy” Was potencjalny HIV, zrobi to stres. A moja historia powinna byc nauczka dla innych osób, którzy zostawili mózgi w domu i pojechali na urlop i wypili drinka „za duzo”. Chociaz w moim przypadku, to troche inna historia…